Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1049861
Gospoda pod tańczącym rycerzem
Safronow_toyah_small

Gdy szczury osłupiały
toyah   

Jest rzeczą trudną bardzo tworzyć poważne refleksje na temat wydarzeń, które wstrząsają od wielu już dni naszym życiem, nie tylko politycznym. Trudną i, w gruncie rzeczy, bezcelową. No bo jak można próbować spojrzeć na jakiekolwiek zjawisko w miarę całościowo, skoro nie widać nawet kawałka tej całości. No i, przede wszystkim, po co rozmawiać o czymś, co już za ułamek chwili może ulec pełnej dezaktualizacji, a nasze opinie i całą naszą elokwencję wysłać na przysłowiowy księżyc? Co wiemy? Wbrew pozorom bardzo dużo. Dużo w tym sensie, że ta wiedza wystarcza nam do tego, by w pełni potwierdzić nasze najgorsze obawy związane z czasem, w jaki Polska wkroczyła niemal już dwa lata temu, albo - jeśliśmy tych obaw dotychczas nie mieli - byśmy się zaczęli autentycznie bać. A więc, w jednym i drugim wypadku, byśmy mogli sobie powiedzieć, że umiemy w pełni świadomie przyglądać się temu wszystkiemu, co się dzieje w naszym życiu publicznym. A to już jest bardzo dużo.

A więc wiemy to, że korupcja na szczytach władzy stała się w gruncie rzeczy czymś niemal oficjalnym. I jest to zjawisko niezwykłe. Jest bowiem tak, że złodzieje i gangsterzy zawsze kręcili się po najbardziej szarych zakątkach władzy - każdej władzy - i nawet jeśli udało im się w głąb tej władzy przeniknąć, to wszystkie strony tego układu traktowały to jako coś wstydliwego, o czym lepiej nie mówić. A jeśli już się sprawa wyda, to albo ją szybko czymś przykryć, albo przeprosić i się zamknąć. Dziś, po raz pierwszy w ogóle - nawet z uwzględnieniem najbardziej skorumpowanych okresów PRL-u - widać jak na dłoni, że owa wszechpotężna władza kultury pop, która czy to doprowadziła do zwycięstwa Platformy Obywatelskiej owego nieszczęsnego 21 października, czy - choćby dopiero co - do uhonorowania Baraka Obamy przez Komitet Noblowski, pozwoliła też niektórym uwierzyć, że nawet jeśli dotychczas wolno było wiele, to dziś już wolno wszystko. A jeśli komuś się te nowe zasady nie podobają, to wystarczy kilka gładkich słów, by wszyscy pojęli urodę nowych czasów.

Dziś, z perspektywy minionych zdarzeń, możemy spojrzeć na to, co się stało jeszcze na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości, w sposób bardziej dojrzały. Dziś, możemy dojrzeć znacznie wyraźniej fakt, że powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co było wówczas jedną pierwszych decyzji Jarosława Kaczyńskiego, stanowiło tak zwany rzut na taśmę. To że wtedy udało się napisać tę ustawę tak sprawnie i szybko, że udało się ją przegłosować, że udało się na stanowisku szefa Biura obsadzić kogoś takiego jak Mariusz Kamiński, i że, wreszcie, udało się uruchomić ten projekt w taki sposób, że on po prostu zaczął skutecznie działać, to - podkreślam, z dzisiejszej perspektywy - prawdziwy cud. A i tak, można się obawiać, że cud spóźniony.

Kiedy próbuję sobie wyobrazić, co się działo w głowach ustawodawców wtedy, gdy oni przygotowywali ten projekt i kiedy go w takim pośpiechu, a jednocześnie z tak niezwykłą starannością, wprowadzali w życie, nie mogę się oprzeć refleksji, że oni po prostu wiedzieli znacznie więcej niż ktokolwiek z obserwatorów, a być może znacznie też więcej, niż dziś nawet wiemy my. Oni po prostu musieli sobie zdawać sprawę i z tego jak jest, i z tego, przede wszystkim, co się kroi, i wreszcie z tego, co się będzie działo, kiedy już się to coś ostatecznie wykroi.

Patrzymy dziś wszyscy z napięciem na te wszystkie ruchy ze strony już nie rządu, ale po prostu gangów, żeby jeśli już się nie da zlikwidować CBA, to żeby chociaż odwołać ze stanowiska szefa tej służby. Widzimy bardzo ostro, jak bardzo stało się to ważne, by CBA przestało skutecznie funkcjonować i jak ci co się boją, są zdeterminowani, by osiągnąć sukces nawet za cenę ewentualnych przyszłych kłopotów. Kłopotów, podkreślmy, dla nich fatalnych. Bo, powiedzmy to sobie szczerze, Mariusza Kamińskiego, zgodnie z prawem, odwołać się dziś nie da. Jeśli on dziś zostanie usunięty, co, w sposób naturalny będzie się musiało sprowadzać do tego, że któregoś dnia nie zostanie po prostu wpuszczony do swojego gabinetu, to dla autorów tego przedsięwzięcia pozostanie już tylko jedna nadzieja. Że kres sprawiedliwości rozumianej w sposób tradycyjny, który niewątpliwie dziś obserwujemy, jest faktem ostatecznym i nieodwracalnym. A tego, nawet Stefan Niesiołowski - człowiek autentycznie szalony - pewien być nie może. Co sam własnie przyznał.

Co sprawia, że prawo jest w kwestii CBA tak surowe i bezwzględne? Skąd owe procedury są tak obostrzone? Szczerze powiem, że dotychczas ani ich nie znałem, ani - przyjmując to co robił PiS z pełnym zaufaniem - nawet gdybym je znał, to bym się nad nimi nie zastanawiał. Dziś jednak, kiedy patrzę, jak nieprawdopodobna histeria opanowała cały obóz rządowy, pomyślałem sobie trochę na ten temat i wiem już, że żadne inne rozwiązania nie mogły wręcz wchodzić w grę. Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało wymyślone, a następnie zorganizowane, w jednym tylko celu. By walczyć z korupcją na samych szczytach władzy w taki sposób, by ani kontrolowane przez państwo prokuratury, ani policja, ani wszelkiego innego rodzaje służb podległych premierowi, czy prezydentowi, czy komukolwiek kto ma jakiekolwiek wpływy, nie mogły tej walki uniemożliwić wbrew prawu i wbrew interesowi państwa. Z tego samego powodu, szefem Biura został Mariusz Kamiński - człowiek, który jeszcze w czasach, gdy przynajmniej część z polityków obecnie zżartych przez czarne interesy i właśnie korupcję, wierzyła w jakieś ideały, uważany był powszechnie za osobę do tego zadania nadającą się najlepiej.

Dziś, kiedy widzę, jak gospodarcza i polityczna mafia bezwstydnie i bezwzględnie próbuje usunąć Kamińskiego, a tym samym zniszczyć CBA, wiem już nie tylko to, że w tym całym gadaniu o łaskawym premierze, który wbrew radom swych mądrych doradców, na początku tamtego roku zachował CBA nietknięte, tyle że trochę biedniejsze, nie ma śladu prawdy. Tusk świetnie wiedział, że - choć wtedy przynajmniej społeczne przyzwolenie było większe -  nawet nie ma co próbować. Ale wiem nie tylko to. Dziś własnie, kiedy obserwuję ten koncert strachu, czy wręcz zwierzęcego przerażenia, wiem że ówcześni good guys (co ciekawe, wówczas jeszcze w towarzystwie dzisiejszych bad guys) musieli wprowadzić taki system zabezpieczeń, żeby mafia, w sytuacji gdy poczuje się naprawdę zagrożona, nie była w stanie zatrzymać prawa nawet przy pomocy całego dostępnego jej aparatu państwa. Ja o tym wówczas nie myślałem - choćby dlatego, że w sposób naturalny staram się wierzyć, że ludzie mogą być źli tylko do pewnego momentu - i nawet nie wyobrażałem sobie, jak może dojść do tego, w samym środku Europy, że nagle i minister sprawiedliwości, i szef policji, i sam premier, i prokuratorzy i znaczna część mediów, mogą nagle, na jeden gwizdek ze strony mafijnych bossów stanąć na baczność.

Jeden wspólny i zorganizowany argument, jaki słyszymy przeciwko CBA, to ten że i całe Biuro i jego szef są na usługach opozycji. Każdy kto zna osobę i historię Mariusza Kamińskiego wie, że to nieprawda. Każdy kto nawet nie zna Kamińskiego, ale pamięta, że poprzedni rząd upadł między innymi przez działania tego samego CBA, które dziś rozprawia się z gangami na szczytach władzy, wie też, że to co się mówi na jego temat, to są propagandowe bajki. Ale załóżmy, że tak właśnie jest. Że faktycznie Kamiński to człowiek PiS-u i na zlecenie PiS-u próbuje doprowadzić do obalenia rządu Platformy. Tylko co z tego? Rząd - każdy rząd - ma wystarczająco dużo środków, by każdą nieuczciwą prowokację przeciwko sobie zdemaskować, by każde przestępstwo, po jakiejkolwiek stronie, wykryć i ukarać. Więcej. Rząd - każdy rząd - ma wystarczająco dużo możliwości, żeby takiego Kamińskiego, czy któregokolwiek z jego współpracowników, dopaść w jednej chwili, kiedy tylko którykolwiek z nich stanie choć troszkę krzywo. Dla każdego rządu - rządu uczciwego i sprawnego - coś takiego jak CBA nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Ani CBA uczciwe, ani tym bardziej, CBA skorumpowane. Powiem więcej. CBA skorumpowane, dla każdego rządu tworzy stan bardzo korzystny. Przynajmniej można spokojnie i rządzić i kraść. Natomiast dziś, widzimy z zawstydzającą jasnością, że dla tego rządu, w chwili ich upadku, jedynym dostępnym rozwiązaniem jest brutalna propaganda i paru prokuratorów z esbecką przeszłością.

A więc, dziś - w czasach, jak już wspomniałem na początku tego artykułu, nie bardzo odpowiednich, by snuć jakiekolwiek refleksje - jeśli mam pozwolić sobie na myśl bardziej uniwersalną, to może króciutką bardzo. To że Donald Tusk zachowuje się tak jak się zachowuje, jest dla mnie całkowicie zrozumiałe. On walczy o życie. On wie, że jeśli przegra tę walkę, która - nawet on to widzi - jest praktycznie nie do wygrania, to na końcu tej drogi jest już nawet nie polityczny niebyt, ale już tylko więzienie. Podobnie, nie dziwię się tym jego kolegom i przyjaciołom, którzy, kierując się tą samą kalkulacją, walczą w gruncie rzeczy o przeżycie. Natomiast nie jestem w stanie zrozumieć, jak to się dzieje, że ludzie znajdujący się w tym samym kręgu, ale którzy mają jeszcze czas i możliwości, by dać świadectwo, brną dalej, zupełnie jakby stracili naturalną każdemu normalnemu człowiekowi busolę.

Jedyne wyjaśnienie dotyczące tej zagadki, jakie mi przychodzi do głowy, to takie, że proces intelektualnej i czysto ludzkiej korupcji, jaka opanowała ten rząd, tę partię i to towarzystwo, zaszedł tak daleko, że oni już nie są w stanie zachowywać się jak ludzie. Świat w jakim oni się znaleźli, to świat gdzie zasady obowiązujące w cywilizowanej przestrzeni już nie istnieją. I dla nikogo - podkreślam, dla nikogo z uczestników tego projektu - nie istnieje już ani poczucie naturalnego porządku, w którym czyny mają swoje konsekwencje, a za błędy ponosi się karę, ani choćby zwykłe, ludzkie uczucie niepokoju. Przez swoje zanurzenie w tym zepsuciu, nikt z nich nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że za to co robi, spotka go kara. Prędzej czy później, ale kara nieunikniona.

Donald Tusk, premier rządu, za to co dotychczas zrobił i co wciąż robi, poniesie odpowiedzialność. Oczywiście, on sam wierzy, że nie. Ale on jest w stanie pełnej - i oczywiście zrozumiałej - histerii. To że, chyba po raz pierwszy w historii, szczury nie uciekają z tonącego statku, to zjawisko niezwykle interesujące.

 
«PoczątekPoprzednia123NastępnaOstatnie»

Strona 1 z 3