|
Wasz Bibisyn zazwyczaj nie zdradza szpiegowania BBC na rzecz innych rozrywek intelektualnych, a już nigdy w porach nadawania serwisów politycznych. Tak było w poniedziałek, 23 listopada, i wierność została nagrodzona, bo jednym z głównych bohaterów wydania politycznego programu „Newsnight" Jeremiego Paxmana, zwanego tutaj Rottweilerem z racji sposobu prowadzenia przesłuchań, pardon me: wywiadów, był słynny polski antysemityzm spersonifikowany w urodziwej postaci Michała Kamińskiego.
Nie zawracałbym czytelnikom szacownego już Polis uwagi słynnym, polskim antysemityzmem, gdyby nie fakt, że i przygotowany na okazję prezentacji reportaż, i rozmowy, które po nim nastapiły, odbiegły miejscami, od zwykle już ustalonego na okazje słynnego, polskiego antysemityzmu scenariusza.
Powodem odmienności scenariuszowej było to, że tym razem „słynny, polski antysemityzm" stał się składnikiem sporu międzybrytyjskiego. Wobec zbliżających się wyborów, marnych widoków partii Gordona Browna, i związanej z tym konieczności znalezienia psa i kija na psa, rozpoczeto poszukiwania, a Konserwatyści nie dość, że zawarli w Parlamencie Europejskim sojusz z PiS-em (polskimi konserwatystami, jak się ich tu nazywa), to zgodzili się, by członek PiS-u Michał Kamiński został szefem grupy.
Przysłowiowym psem został więc sam poseł Kamiński, a kijem w rękach partii najmocniej obawiającej się wyniku nadchodzących wyborów, wspomniany już polski antysemityzm, który dalej nazywać będziemy w skrócie s.p.a.
Jeremy Paxman może być uznawany za dziennikarza postępowego; na jego szczęście jednak jest Brytyjczykiem, więc nie grozi mu siekieliado-morozowiada. Musiał zachowywać daleko posunięte pozory bezstronności, choć nawet przy wielkiej „delikatności" w podejściu do tematu nie mogł uniknąć irytujących nasłuchującego Bibisyna zakłamań i uproszczeń, ale to już z powodu znanej, brytyjskiej arogancji i braku dogłębnej znajomości tematów przekraczających zasięgiem obrys wysp plus Irlandię Północną (choć i tu jest już słabiej).
Zanim do boju przystąpił sympatyczny skądinnąd Jeremy, BBC2 zaprezentowała reportaż.
Co oczywiste, nie zabrakło reminiscencji wojennych, a ich zestawienie przypomniało wiekopomne osiagnięcia goebelsowskiej propagandy, bo jak inaczej wytłumaczyć możliwy do przyswojenia przez brytyjskiego widza zlepek nazw: Radziejów, Jedwabne, Kristallnacht?
Winą tego - nie wierzę, że nie celowego, pomieszania nie obarczałbym jednak Paxmana, ale autorów przygotowanego pod labourzystowską tezę reportażu, choć to on (Paxman), jako autor odpowiada za całość przekazu.
Na wstępie jednak przedstawiono problem, który sprowadzał się do tego, że Torysi mają za sojusznika w Europie partię, z której szeregów wywodzi się Michał Kamiński, zawzięty antysemita, homofob i człowiek obarczony neo-nazistowską (sic!) przeszłością, w związku z czym powstaje pytanie, czy prezydent Obama będzie chciał bawić się w geopolitycznej piaskownicy z chłopakami z Anglii, Walii i Szkocji, którzy mają za kolegów aż takich, zatwardziałych łobuziaków.
A w związku z tak opisanym problemem, w złośliwym umyśle szpiegującego Bibisyna pojawiła się wątpliwość, czy jest sens wiązania się z polityką brytyjską jakichkolwiek odcieni, skoro jest on wypadkową strachu przed czarnym (blimey!) ludem. Ale być może jest to ogląd polityki brytyjskiej widzianej oczami samego Paxmana. W każdym razie addressing Obama ujawniło pewne charakterystyczne cechy polityki brytyjskiej; te które pozwalają Bibisynowi na głoszenie faktu istnienia jednolitej „polityki świata anglosaskiego"
Sam reportaż, przygotowany przez reportera Tima Whewella, zaczął się bibisyńsko, znaczy zaziało obiektywizmem dzięki pokazaniu pomnika na Westerplatte w całej okazałości i wprowadzającemu stwierdzeniu, że:
"It's hard to find a version of polish history, which everyone can accept".
Potem jednak było już gorzej. Przewodnikiem po s.p.a został uroczy emeryt Jan Skrodzki, który poprowadził brytyjskiego reportera do Radziłowa. W tym właśnie podłomzyńskiem miasteczku, w dwa tygodnie po wymianie okupacji z sowieckiej na niemiecką, doszło do pogromu.
Świadkiem pogromu był właśnie dzieckiem wtedy będący Jan Skrodzki, który przed kamerami brytyjskiej telewizji zaświadczył, że Żydów na miejsce kaźni prowadzili polscy sąsiedzi, z czego nalezy wysnuć wniosek, że i oni dokonali mordu.
Problem jednak polega na tym, a to już nie padło w reportażu, że inaczej niż to miało miejsce w Jedwabnym, gdzie co do przebiegu wypadków trwają spory historyków, a przerwana ekshumacja (pamietam, niestety, po czyjej decyzji) nie dała ostatecznych odpowiedzi, zgodnie z opiniami poważnych historyków oraz niemieckich śledczych, za zbrodnie w Radziłowie odpowiada Gestapo Einsatzgruppen Schapera, za co przez sąd heski sam Schaper skazany został na sześć lat więzienia.
Tak przebieg wypadków w „dystrykcie Łomża" przedstawiają w każdym razie Alexander Rossin z muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, Piotr Gontarczyk czy Antoni Zambrowski.
Wygląda na to, że przy okazji wstępnego zaziania obiektywizmem, pewnie dla zrównoważenia obiektywizmu nieznośnej lekkości, postanowiono wmówić Polsce i Polakom kolejne upiorne „dziecko w historyczny brzuch".
Zaciekawiła mnie postać wybranego do zdania relacji Jana Skrodzkiego, bo skąd, dajmy na to, reporter z dalekiego kraju ma wiedzieć, którzy świadkowie historyczni coś do reportażu wniosą, a którzy nie?
Jan Skrodzki to emerytowany pracownik Stoczni Gdańskiej „Pólnocna", który po raz pierwszy ujawnił się jako świadek w roku 2000, kiedy to zgłosił się do Gazety Wyborczej tuż po opublikowaniu przez nią pierwszego artykułu o Jedwabnem.
Z faktu bycia naocznym świadkiem sceny eskortowania Żydów przez - jak zeznaje, mieszkańców Radziłowa, co dane było mu obserwować zza zasłony okna rodzinnego domu, Jan Skrodzki wysnuł daleko idące wnioski na temat nie tylko przebiegu morderstwa radziłowskich Żydów (choć świadkiem samej egzekucji być nie mógł), ale również na temat całego obrazu wydarzeń w powiecie łomzyńskim, latem 1941 roku, a nawet całokształtu stosunków polsko-żydowskich.
Gazeta, w anglojęzycznym reportażu "They Had Vodka, Weapons and Hate - Before Jedwabne, The Murder of Jews in Radzilow" podpisanym przez Annę Bikont, uczciwe przyznaje, że zupełnie odmienny od podanego przez Jana Skrodzkiego obraz tych stosunków maluje jego własna kuzynka, Hanna Z, ale prawdziwość tego akurat świadectwa całkowicie niweluje podany przez autorkę artykułu fakt pozostawania Hanny Z pod złowrogim wpływem „Radia Maryja" (Now she listens to Radio Maryja [a nationalistic, Catholic station]).
Jest więc jasne, że jesli świadek, to świadek sprawdzony, a któż bardziej pewny, jesli nie świadek sprawdzony przez Annę Bikont?
A jeśli już Anna Bikont, to zapamiętajmy jej anglojęzyczny artykuł, bo - któż wie, czy pani Anna jeszcze nam się, przy okazji omawiania reportażu Tima Whewella, niespodziewanie nie pojawi?
Tuż po Janie Skrodzkim obejrzeliśmy obrazki ze sławnej uroczystości w Jedwabnem, w której prezydent Kwaśniewski przeprosił wszystkich Żydów in gremio w imieniu własnym, małżonki, i zgromadzonych gości.
Dla oddania sprawiedliwości przezydentowi Kwaśniewskiemu trzeba wspomniec, że wystapił on jeszcze raz w reportażu, tuż obok rabina Schudricha, w roli advocatus diaboli, zaświadczając wątpliwości zarzutów o antysemityzm wysuwanych przeciw Kamińskiemu, a to wszystko w dość dobrej jakości european English, więc szacunek za odrobienie lingwistycznej lekcji i lojalność!
Przy okazji wspominania przeprosin dokonanych przez głowę polskiego państwa w Jedwabnem, co autorzy artykułu uznali za wydarzenie samotłumaczące się przez swoją oczywistość, Bibisynowi przyszło do głowy pytanie, jak brytyjska opinia publiczna zareagowałaby, gdyby Irlandczycy wystąpili z propozycją udziału Jej Wysokości Królowej Elżbiety II w uroczystościach narodowej ekspiacji za rajdy Black and Tans po irlandzkich prowincjach albo powiązanych z posypywaniem królewskiej korony popiołem obchodów zamordowania przez paratroopers cywilów podczas „Krwawej Niedzieli" w Derry?
Nie wiemy, w każdym razie nasz dzielny reporter uczciwie podkreślił sprzeciw mieszkańców Jedwabnego wobec jednostronnego rozstrzygniecia oceny wydarzeń historycznych i udział w tym sprzeciwe Michała Kamińskiego.
Co mnie osobiście zaszokowało, to poruszenie tematu kolejnego, którego w Polsce poruszać nie wolno, to jest tematu kolaboracji członków społeczności żydowskiej z bolszewikami i przygotowywania dla okupanta list proskrypcyjnych sąsiadów. Ludzi, którzy w wyniku denuncjacji znaleźli się wkrótce na swojej męczeńskiej drodze na Wschód.
Po tym równoważącym sprzeczne opinie pasażu, reportaż powrócił na tory dowodzenia tezy i opisał jedno z pierwszych spotkań komitetu „Obrońców Dobrego Imienia Jedwabnego", które przerodziło się w antysemicki wiec. W wiecu tym Michał Kamiński co prawda udziału nie wziął, ale jak it is to be believed mógł być jego inspiratorem.
No a jesli ktokolwiek miałby mieć wątpliwości, czy można zostać inspiratorem niezaplanowanego przekształcenia się spotkania w wiec, choćby i antysemicki, w roli niezależnego eksperta wystąpiła Anna Bikont przedstawiona jako „author".
Rzeczywiście, jesli skrajny, wręcz fanatyczny obiektywizm, to któż jak nie ona?
W każdym razie ekspert zeznała, że w tłumie byli ludzie, którzy „krzyczeli na Zydów". Masakra.
Zostawmy jednak litosciwie „author Bikont" i wróćmy do reportażu podkreślając jednak na koniec, że w świetle długotrwałego prowadzenia „casus Radziłów" i znajomości ze świadkiem Janem Skrodzkim, a nawet odkrycia świadka Skrodzkiego dla potomności, pani Anna powinna zostać wymieniona obok Tima Whewella conajmniej jako co-author reportażu i odebrać od BBC należne tantiemy. Inaczej będziemy mieli do czynienia z kolejnym przykładem dyskryminacji polskiego twórcy.
Po zaskakującej, oczywiście antykamińskiej, obiektywnej tyradzie Bikont, w roli obrońcy Kamińskiego wystapił Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, zaświadczając, że jakkolwiek Kamiński poszedł onegdaj złą drogą, to drogi tej zboczył, a to oznacza, że być może owa kontrowersyjna postać czegoś się nauczyła.
Bibisynowi, w jego wrednym umysle, wykwitła myśl, że i brooklyński Żyd, jeśli wystarczająco długo przebywa w Polsce, uczy się postrzegania spraw z dystansem i wyzbywa początkowej „kontrowersyjności"?
I tak nadszedł czas na zaprezentowanie samego kameleona, pół-potwora, pół-anioła z certyfikatem koszerności samego Rabina, Michała Kamińskiego. Ze słów własnych bohatera, słów, które reporter Tima Whewell uznał za zasadne przytoczyć w kontekście całego repoertażu dowiedzieliśmy się, że Michał Kamiński pamięta, jak dziecięciem będąc BBC słuchał i już wtedy napadła go marzenie o zostaniu po dorośnięciu nie strażakiem, nie dyrektorem Zoo, ale... Torysem!
Urocze, ale czego to dowodzi?
Czy aby nie tego, że słuchanie BBC, albo marzenia o byciu Torysem mogą, w wieku nastoletnim, doprowadzić do zostania neo-nazistą? Brrrr! To nie może być!
Ale skoro dano Kamińskiemu szansę wypowiedzenia się na jakis temat, dla równowagi, dano wypowiedzieć się centrystycznej organizacji „Nigdy Więcej", która w osobie dr rafała Pankowskiego, autora dzieła „The Populist radical Right in Poland" zeznała, że jedna z organizacji przez członkowstwo w której, jak zrozumiałem, Kamiński się przewinął - Unia Chrześcijańska (?), rozdawała na Dworcu Centralnym w Warszawie ulotki, przestrzegajace przed chorobami zakaźnymi przenoszonymi przez emigrantów zza wschodniej granicy, co jako żywo panu doktorowi przypomniało nazistowską propagandę.
Ciekawe, co mu przypomina kwarantanna, jakiej poddanych na świecie zostało setki osób z powody świńskiej grypy? Pewnie Dachau, ale na jednorodność skojarzeń niektórych doktorów Bibisyn nie może nic poradzić.
Ciekawym, nazwijmy go: historiozoficzno-ekwilibrystycznym, fikołkiem mentalnym było snucie kilkudziesięcisekundowych rozważań o pochodzeniu kamińskopodobnych poglądów z rezerwuaru przedwojennej mysli endeckiej, a to wszystko na tle bryły podlaskiego kościoła katolickiego.
Jak się prezes PiS-u dowie, że według brytyjskiej lewicy on cały z Dmowskiego może się nieźle przerazić. No i ciekawe, co Giertych na to?
Przezabawna wydała się Bibisynowi zaserwowana prze Tima Whewella uwaga tłumaczące meandry polskiej mysli prawicowej faktem swoistego „zamrożenia" rozwoju tej myśli za sprawą komunizmu. Polscy prawicowcy (utożsamiani dla potrzeb reportażu z endecją) mieli po odzyskaniu możliwości działania „odmrozić się" kontynuując bezrefleksyjnie wątki przerwane w 1939 roku przez niemiecki najazd, niemiecką, a później sowiecka, okupację.
Nawet jesliby tak miało być, to warto zauważyć, że horyzonty myślowe polskiej prawicy przed rokiem 1939 wydają się być o wiele szersze niż korespondujących z nimi ideowo środowisk brytyjskich, skoro zdawały sobie sprawę z zagrożenia niemieckiego w czasie, gdy czołowy brytyjski konserwatysta przywoził rodakom „pokój" z Monachium. Polska ksenofobia też blednie, jeśli się ją zestawi z cytatem z parlamentarnego przemówienia jednego z czołowych brytyjskich liberałów, sir Lloyda George'a of Dwyffor, że „armia brytyjska ma prawo bombardować czarnuchów."
Skonstatujmy więc fakt, że polska prawica musi się wiele od świata nauczyć po „odmrożeniu", ale i zadowolenie, że brytyjska mysl prawicowa i konserwatywna się nie zamroziła i przez lata wykonała tytaniczną pracę; jest więc nadzieja, że i nam się uda.
Ale wróćmy ponownie do zaskakującego nas swoimi nieoczekiwanymi zwrotami reportażu.
Ostatnim akcentem tegoż był... ponownie pan Jan Skrodzki, dobry, wieloletni znajomy Anny Bikont, który tym razem wystapił w roli klamry spinającej, i jako doświadczony i sprawdzony świadek, by rozwiać jakiekolwiek ewentualne watpliwości brytyjskiego widza uroczyście zaświadczył, że polski antysemityzm to fakt, Polacy uczynili Zydom krzywdy większe niż Żydzi Polakom, a pan Kamiński jest podejrzany, bo mówi, co mówi.
Tyle reportaż autorstwa Tima Whewella z duchowej inspiracji Bikont. Po obiektywnym przedstawieniu tła musiało dojść do konfrontacji w studio, którą poprowadził wspomniany już Jeremy Rottweiler Paxman.
W szranki stanęli Daniel Hannon, konserwatywny deputowany do Palamentu Europejskiego i Dennis McShane, członek Partii Pracy, były minister do spraw europejskich.
Daniel Hannon ostro odniósł się do treści reportażu, zarzucając mu liczne nadużycia, uproszczenia i niedopuszczalne przedstawianie historycznych faktów pod z góry założoną tezę.
Widać było wyraźnie, że Kamiński dokonał niezłego wyprania mózgu brytyjskiego europosła sącząc mu post-endecki jad podczas obrad europalamentu, a przez zdezawuowanie ciężkiej pracy Anny Bikont Hannon być może na zawsze utracił już zdolność zostania prawdziwym Europejczykiem.
Nie dziwota, że Dennis McShane nie mógł nie dać właściwego odporu odradzającej się hydrze faszyzmu; z bólem w sercu zmuszony był nie tylko podkreślić podejrzanej proweniencji ideologiczne pochodzenie polskich europosłów tworzących wraz z Torysami grupę w europarlamencie, ale również ujawnić straszliwą prawdę, której dotychczas nikt w Zjednoczonym Królestwie nie ważył się ujawnić, że oto niektórzy z polskich posłów nie tylko potajemnie słuchaja, ale nawet i wystepują w owianym mrokami faszyzmu Radiu Maryja, a stację tę - co poseł autorytatywnie stwierdził działając jako rzecznik Stolicy Apostolskiej, Watykan już dawno by zamknął, gdyby tylko mógł.
Szeptem niemaże dodał, że wśród nieomal terrorystycznej grupy zza byłej, żelaznej kurtyny grupy są i tacy europosłowie, którzy nie wierzą w globalne ocieplenie. No zgroza!
W obronie czystości brytyjskiej polityki Denis McShane zapelował na koniec, by Partia Konserwatywna rozstała się ze swoimi kolegami z Europy Środkowo-Wschodniej, którzy w oczach prawdziwego Brytyjczyka (jakim Denis McShane -urodzony jako Denis Matyjaszek niewątpliwe jest, a przynajmniej od czasów, kiedy jego polsko-irlandzcy rodzice otrzymali brytyjskie paszporty), reprezentują wszystko co najgorsze w tradycji europejskiej myśli politycznej, a więc patriotyzm i niewiarę w globalne ocieplenie Cóż, pierwsze pokolenia Brytyjczyków bywają zazwyczaj zaskakująco mało brytyjskie.
I tyle z codziennego nasłuchu w relacji waszego oddanego Bibisyna, który obiecuje szpiegując nieustająco nieść falami bitów głos wolności z serca Europy ku zabitym dechami wioskom i miasteczkom wschodnich krańców cywilizowanego kontynentu, gdzie klerykalizm i ksenofobia szaleje po podwórkach razem z drobiem, bydłem i nierogacizną.
You have been listening to the voice of the free world!
Cheers!
|
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...