Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1049859
Dzielnica Artystów
maj 2010
Roman Misiewicz   

deszcz / z płótna skapują / ciężkie krople / nasłuchuję / czy usłyszę swobodny trzepot flagi / tymczasem pamięć przynosi / obraz / czarnego szeregu uzurpatorów / czających się w ciszy / ich pochylone twarze / bez pudru / szmaciane maski / są jak chorągwie / wrogich wojsk / nasączające się krwią ofiar / by załopotać tryumfalnie / depozytariusze kłamstwa / nie wiedzą jeszcze że / nie warto żyć / w strachu / tak / byłem renegatem / świadkiem śmierci / szaleńcem który powtarzał / On z tego miejsca / uczyni przekleństwo / dla wszystkich narodów ziemi / jeśli / ... / umilkłem / nikt już nie wierzy / w słowa / w kraju gdzie / nawet dzieci ćwiczą się w erystyce / jedyną rzeczą którą mogę zrobić / jest modlitwa i pamięć / niech się tli / pod warstwą popiołu / pod stertą złomu / niech / wybuchnie / zmiecie / ten / ironiczny świat / 03.05.2010

wciąż stoi mi przed oczami zdjęcie / z miejsca katastrofy / wielkie leśne wysypisko śmieci / pełne elementów / foteli / bagażu / kawałków samolotu / fragmentów ciał / śmietnik historii / wygięta blacha z biało-czerwoną szachownicą / życie toczy się już bez nich / pomiędzy gałęziami / snuje się jak kłaczki / dymu albo nici mgły / cichy śpiew / który się nie rozwieje / nie ucichnie nigdy / pozostanie w szeleście liści / szepcie wiatru / porankiem dzięcioł / cicho opuka zmieszane drzewa / światło zejdzie po pniu / i położy się jasnozielonymi plamami / na mchu / a kiedy liście buków / staną się czerwone / opadną / spocznie na nich miękko / dwugłowy cień ptaka / 07.05.2010

czułem się jakbym runął wraz z nimi na ziemię / byłem tam / wciąż jeszcze jestem / dopóki nie zrozumiem będę snuł się pomiędzy połamanymi drzewami / na których nie pojawił się jeszcze nawet maleńki pączek zieleni / między pniami obdartymi z kory / będę kroczyć z opuszczoną głową / pośród butów wychodzących z ziemi / wśród mlecznych nitek unoszących się w powietrzu / po ziemi wilgotnej i jałowej / z wiatrem przeciągającym / ciemnymi korytarzami moich piszczeli / z oddechem zimnym / mrocznym jak zimowe lasy syberii / ta ziemia / na którą spadli / ma usta / będę czekał kiedy się otworzą / muszę się wsłuchać / muszę zrozumieć / co ma do powiedzenia / 12.05.2010

trzeba wrócić / po zatartych śladach / w to miejsce / gdzie ziemia zadeptana / ciężkimi sapagami / czarne cylindry / z poszarpanymi bebechami / spoczywają po przesłuchaniach / w ciemnej piwnicy / zwłoki spalone / poszatkowane ciała w zalutowanych trumnach / kłamstwo / kłamstwo / kłamstwo / o jakich mówisz faktach / nagie fakty / zniekształcone biciem / drżą na łubiance / obserwatorzy wydarzeń / z posklejanymi wątkami pamięci / ze zrekonstruowanymi fragmentami mózgu / oraz świadkowie fałszywi / wyskakujący z okienek jak koszmarne pacynki / wynurzający się ze szpar w podłodze / nie ma prawdy / są tylko różne wersje wydarzeń / zepchnięte przez buldożery / porozjeżdżane stalowymi gąsienicami / skatowane / wymienione / podretuszowane / więc nie ma już prawdy / jest / tylko oko / zimne i stalowe / chłodno spoglądające znad mezosfery / 30.05.2010

 

 


Maj2010


 

 



 

 
Miejsca święte
Barbara Marek   

 

 

Nadirowi

 

 

Te miejsca święte

ukryte na strunach

co przyciągają palce

natchnionego skrzypka

w muzykę sfer

skąd są

i co jest pod tymi dźwiękami?

 

 

stoją przechodnie zasłuchani

i uspokaja gorączkowy szmer

adagio  Albinoniego

 

 

Barbara Marek

 

 

BarbaraMarekMiejscaswiete

Barbara Marek

 
NIOBE
Jerzy Bander   



Skamieniała

W rozpaczy i bólu

Niobe

Matko – Polsko

Otrzyj łzy i spójrz

To my, dzieci twoje

Są nas dziś miliony

Wszystkich nie zabiją

Nie zginiesz Ojczyzno

Póki my żyjemy

A ty, który jak zawsze

Kłamiesz lub milczysz

Morderco

Pamiętaj

My ci odpłacimy

Wczoraj Katyń

Jutro Smoleńsk

Pomścimy!

3.05.2010

Niobe


 
Koncert Michnika
Autor Nieznany   

 

[pastisz fragmentu „Pana Tadeusza” znanego pt. „Koncert Jankiela”]


Było kandydatów kilku,

Ale żaden z nich nie śmiał stanąć przy Michniku.

(Michnik przez całą zimę nie wiedzieć gdzie bawił,

Teraz się nagle z główną misją Lecha zjawił).

Wiedzą wszyscy, że mu nikt na dyplomatycznym polu

Nie dorówna w bystrości godnej Interpolu.

Proszą go by przemówił, wskazują na taras,

On wzbrania się, powiada, to jest amba-baras,

Odwykł od przemówień, nie chce i trochę się wstydzi,

Kłaniając się umyka; to Joasia widzi,

Podbiega i na białej podaje mu dłoni

Pióro, którym zwykle mistrz swych wrogów gromił;

Drugą rączką po głowie bohatera głaska

I dygając: „Adamie, mówi, jeśli łaska,

To mój polityczny debiut, jakem jest Szczepkowska

Tu wszystkim chcę objawić, że twoja jest Polska.”

Michnik aktorkę bardzo lubił, kiwnął głową

Na znak, że nie odmawia; na taras go wiodą,

Do mównicy, tam stanął, mikrofon przynoszą,

Zginają się w ukłonach, on patrzy z rozkoszą

I z dumą; jak weteran w służbę powołany

Do Bytomia na posła, gdzie został przysłany.

Tu na placu Thälmana wyjaśni ludowi

Arkana demokracji, niech się lud nie głowi.

Tymczasem Staszek Klucznik mistrza zapowiada

Jako gościa miłego i zucha nie lada.

Michnik z przymrużonymi na poły oczyma

Milczy i nieruchomy tłum w napięciu trzyma.

Wtem wzniósł dłonie w kształt V, w tym geście triumfalnym

Stał jak Mojżesz przed ludem na wzniesieniu skalnym.

Dziwią się wszyscy – lecz to była tylko proba,

Bo przerwał, a mikrofon do kieszeni schował.

Znowu zaczął: cichutko witając zebranych,

Jak gdyby tu na placu miał być wiec szeptany,

Wydając lekkie, słabo słyszalne wyrazy.

Patrzył w niebo, czekając jakby na rozkazy.

Spojrzał z góry, mikrofon dumnym okiem zmierzył,

Wzniósł ręce, spuścił razem, w mocny ton uderzył,

Zdumieli się zebrani...

Ze wszystkich głośników

Buchnął dźwięk, jakby oddział młodych buntowników

Zakrzyknął - „Precz z komuną!” - na Placu Zamkowym

I niósł przez całą Polskę zapowiedź odnowy.

Tak zabrzmiała wieść nowa okrągłego stołu

Radością ogarniając tłum cały pospołu –

Lecz starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły

W owe lata szczęśliwe, gdy nadzieje rosły

Po którymś dniu grudniowym we stoczniowej hali

Zgodzonego z narodem Gierka fetowali.

Gdy na wiecu wołano - sprawiedliwie chcemy!

„Pomożecie?" – zapytał. Rzekli – „pomożemy!"

Mistrz tempo wystąpienia nagli i natęża,

A wtem wypuścił fałszywy głos jak syk węża,

Jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem

I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.

Zasmuceni, strwożeni słuchacze zwątpili,

Czy mikrofon się zepsuł, czy się Michnik myli?

Nie zmylił się mistrz taki! Choć się ciągle jąka

I syczy i bełkoce i wypuścił bąka,

Ale wreszcie wydobył temat tajemniczy,

Który nie bardzo trafiał do tłumu z ulicy.

Aż Klucznik pojął mówcę i już się nie lękał,

I krzyknął - „Wiem, wiem, znam to! To jest Magdalenka!”

I wnet mówca porzucił temat złowróżący,

Zmienił ton, zmarszczył brew. Niczym potok grzmiący

Spłynął w środek pospólstwa już z tematem nowym.

O wojnie, którą Wojciech sprawił narodowi.

Już słychać łomot pałek, szczęk tanków, wystrzały,

Płacze matek, lęk dzieci. – Tak mówca wspaniały

Jawił okropność wojny, że kobiety drżały,

Przypominając sobie ze łzami boleści

Górników, których walkę znały z opowieści,

Rade, że mistrz na koniec głosami wielkiemi

Zagrzmiał, a potem zamilkł, jakby znikł w podziemi.

Ledwie słuchacze mieli czas wyjść z zadziwienia

Znowu tematyka inna, jakby od niechcenia

Zaznacza swoją drogę poprzez kazamaty,

Mimochodem wplatając swój żywot zza kraty.

Wnet siła mówcy rośnie, już opowieść znika

O cierpieniach własnych samego Michnika.

Bo oto w naszej ziemi na wszelakie strony

Tworzą się spontanicznie całe legijony

Przeciwników Wojciecha, których tamtym czasem

Skazywano masowo na życie tułacze.

W obce ziemie szli oni, wypędzeni z kraju

Poszukując wolności, prawa i spokoju.

Opowieść znana, jeszcze pamięć nie minęła!

Poznali ją słuchacze, wiara się skupiła

Wokoło niego; słuchają, wspominają sobie

Ów stan wojenny, kiedy w całej dobie

Ścigała ich esbecja i pchała do ciupy;

Przywodzą na myśl takich, co dawali dupy

Jaruzelskiej WRON-ie i szli w szeregach PRON-ów

Niosąc zdradę jak pokój wśród fałszywych dzwonów.

Martwił ludzi uczciwych ten wstyd narodowy,

Tak rozmyślając, smutnie pochylili głowy.

Ale je wnet podnieśli, bo mistrz swój głos wznosi,

Przyjął godną postawę, o uwagę prosi.

Podniósł głowę i na mikrofon z góry spojrzał,

Zrobił gest dwiema dłońmi, jakby właśnie dojrzał

Do wielkiej prawdy, którą trzeba tu objawić

I pospólstwo przy pełnej wiedzy pozostawić.

„My idziemy do Sejmu - mocnym głosem wołał -

Naprawiać Pospolitą." „Niech nam żyje! Sto lat!

My idziemy do Sejmu!" I wszyscy klasnęli,

I wszyscy: „Marsz do Sejmu!” chórem okrzyknęli!

Michnik jakby sam swojej dziwił się przemowie,

Wypuścił z rąk mikrofon, skrobnął się po głowie.

I wtedy na tarasie zjawił się ktoś nowy,

Jakiś duch militarny, całkiem mundurowy.

A kiedy na Adama swoje oczy zwrócił,

Ten się zmięszał, a potem na szyję się rzucił

Generalską, szlochając wyznał całkiem szczerze,

Że przemawiał do tłumu w niezbyt dobrej wierze.

„Generale, rzekł, Ciebie długo grupa nasza

Czekała – długo, jak my Żydzi Mesyjasza.

Na Ciebie wszak stawiali wcześniej komuniści,

I my także, to mówię bez żadnej zawiści.

Żyj i wojuj, o, Ty nasz!...” Mówiąc ciągle szlochał,

Żyd poczciwy, co wszystkich jednako ukochał!

Jaruzelski podawał rękę i dziękował,

On niskim skłonem wodza rękę uszanował.

Michnik


 

 
Las katyński
Avern   


Ten las

ten las to druty

to druty które nasiąkły krwią i puściły korzenie

To nasze korzenie

 
Mgła
Witold Zajączkowski   

 

Zamglona przeszłość

Zamglone umysły

I sumienia

Mgła w głowach

Rządzących

Mgła pod Smoleńskiem

Zamglone śledztwo

Przymglony faworyt

Na fotel prezydenta

A miała być wiosna

Słoneczna i radosna

Tylko mgłę przyniosły

Fronty

Polityczne i atmosferyczne

Zamglone elity

Ich słowa

Tylko naród mgłą

Spowity

Swym duchem

Przeciera niebo

Widać już prześwity

Zapowiada się słoneczne lato...

Gliwice, 24.05.2010 r.

Mgla_art

Pola

 

 
* * *
Barbara Marek   

 

 

 

Nadirowi

 

 

Do mojej Samos tak bardzo daleko…

(K. Kawafis)

 

 

W wody Salgiru noc opada

daleko u grobowej ciszy

gdzie nawet gorzkie zioło – trawa

mojego głosu nie usłyszy

 

na stole już butelka wina

wypijmy tato za spotkanie

chciałbym jak dobry sen zatrzymać

tamten znajomy cień na ścianie

 

wędruję sam po cudzej ziemi

muzykę skrzypiec ludziom daję

wczoraj trafiono mnie kamieniem

dzisiaj oklaski nie ustają

 

wypijmy tato słodkie wino

tak wiele chciałbym ci darować

krążą jak ptaki nad równiną

moje niewymówione słowa

 

 

 

 

 

Salgir – rzeka na Krymie

 

Barbara Marek