[dokumenty] [cz. I]
Prezentujemy w POLIS MPC pierwszy fragment propagandowej publikacji (Książka i Wiedza, Warszawa 1951), która stanowi relację z procesu dotyczącego dwóch księży (ks. Zbigniewa Gadomskiego i ks. dr. Piotra Oborskiego) oraz członków antykomunistycznej organizacji podziemnej „Armia Polska” działającej na terenie Wolbromia. „Banda ta dokonywała zamachów na funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i innych przedstawicieli władzy oraz na aktywnych członków PZPR. Członkowie bandy kolportowali również nielegalną prasę i ulotki”, czytamy w „uzasadnieniu wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie” („Wolbrom...”, s. 221).
Książka zawiera, oprócz propagandowego wstępu, który zamieszczamy poniżej w całości, materiały związane z „rozprawą” („akt oskarżenia”, „przesłuchania oskarżonych”, „wyrok” itd.). Osoby zainteresowane postacią ks. Oborskiego (1907-1952),

mogą znaleźć informacje na jego temat tu: http://wiara.informacje.int.pl/czytaj-207.html, zaś o księdzu Gadomskim (1921-1993) tu: http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/ksieza_niezlomni/zbigniew_gadomski/. O procesie wolbromskim historycy mówią, że był on preludium do komunistycznej rozprawy z ks. bp Cz. Kaczmarkiem, należy ten proces widzieć jednak w szerokim kontekście bolszewickiej walki z Kościołem, walki, jaka toczyła się w Polsce tuż po wprowadzeniu sowieckiego porządku, zresztą w „uzasadnieniu wyroku” pada wymowny argument: „Taka atmosfera i taki klimat moralny, w którym rodzą się poszczególni zbrodniarze wśród reakcyjnej części duchowieństwa, zaistnieć mógł tylko w wyniku postawy episkopatu, który zachowywał się całkowicie biernie wobec tych zbrodniczych wyczynów, nie zdobył się na potępienie ich, ani nie poczynił kroków do ich ukrócenia, budząc równocześnie niechęć i wrogość do władzy ludowej” („Wolbrom...”, s. 223). Tekst, który może posłużyć jako znakomity materiał do lingwistycznego badania bolszewickiej nowomowy w języku polskim, zamieszczamy bez ingerencji redakcyjnych, dołączamy tylko ilustracje. Warto byłoby, jak sądzę, dokonać kiedyś porównania struktury języka bolszewickiego i hitlerowskiego – nie wiem, bowiem, czy do tej pory ukazało się jakieś poważne opracowanie na ten temat. Sam fakt, że i Niemcy, i sowieciarze (rosyjscy czy polscy) używali określeń „bandy” i „bandyci” w odniesieniu do partyzantów i żołnierzy podziemia, świadczy o podobieństwach między sposobem wypowiadania się obu okupantów.
Free Your Mind
WSTĘP (s. V-XII) [kursywa w oryginale – przyp. F.Y.M.]
Zbrodnia to niespotykana w dziejach przestępstw.
Matka podpisuje wyrok śmierci na nieletniego syna i bezczynnie przypatruje się, gdy wyprowadzają go na stracenie. Jeden ksiądz dostarcza broni mordercom, a drugi – zawiłymi i przewrotnymi słowy sączy w duszę matki przekonanie, że zbrodnia da się pogodzić z nakazami moralności i wiary. Zabójca z zimną krwią strzela w tył głowy swej czternastoletniej ofierze, a potem odmawia modlitwę nad jej mogiłą. W końcu zaś uczestnicy tej makabrycznej zbrodni zbierają się w mieszkaniu matki i urządzają pijatykę...
Wszystko buntuje się w duszy człowieka na samą myśl o splocie podłości i zezwierzęcenia, które złożyły się na sprawę wolbromską.
W jakimż więc klimacie, w jakiej atmosferze zrodziła się ta zbrodnia? Gdzie szukać źródeł i przyczyn, które sprawiły, że dziesięciu z ludzi z prowincjonalnego miasteczka stoczyło się na samo dno otchłani? Czym wytłumaczyć udział dwóch księży w tej niesamowitej sprawie i rolę, jaką odegrała w niej matka niegodna miana matki?
Pytania te przez cały czas procesu wolbromskiego dręczyły społeczeństwo polskie. Ludzie czytali sprawozdania prasowe i oczom własnym wierzyć nie chcieli. Przekręcali gałki radioodbiorników, by na własne uszy usłyszeć przebieg rozprawy. W kinach oglądali nagrane fragmenty procesu i groza dławiła ich za gardło, gdy na ekranie przewijały się wstrząsające sceny zeznań oskarżonych i konfrontacji matki z jej złym duchem – księdzem proboszczem wolbromskiej parafii. Prawda wolbromskiego procesu była okrutna i nieludzka, jak tylko okrutni i nieludzcy mogą być ludzie, którymi owładnęła ślepa i dzika nienawiść do wszystkiego, co ich otacza, do wszystkich, którzy żyją, pracują i tworzą.
Istota zbrodni wolbromskiej jest prosta. Zrodziła się ona z zaślepieni a i nienawiści ludzi, którzy zeszli do reakcyjnego podziemia, by podkopywać, niszczyć i burzyć to, co powstawało na powierzchni nowego życia w odrodzonej Polsce.
Długą i zajadłą walkę stoczyła z podziemiem Polska Ludowa, broniąc swego dorobku i prawa do swobodnego rozwoju. Poległo w tej walce wielu, bardzo wielu Polaków – ludzi partii i bezpartyjnych, robotników, chłopów, żołnierzy i milicjantów, nauczycieli i urzędników państwa ludowego. Bandy reakcyjne usiłowały pistoletem i automatem, granatem i kastetem dokonać tego, czego nie udało im się zrobić polityczną intrygą, podstępną propagandą, wrogą agitacją. Tę długą i zajadłą walkę Polska Ludowa wygrała już przed laty. A przecież nie byle jakie siły stały za owymi bandami i bandytami...
Zbóje „WiN”-u, „PAS”-u, „NIE”, „AP”-u i dziesiątki innych szajek Murata, Doboszyńskiego, Ognia – nie byli zdani na siebie tylko samych. Stały za nimi różne i wcale potężne moce. Rodzime i obce. A wszystkie zespolone nienawiścią do Polski. Nienawiścią do tego wszystkiego, co się tu zaczęło dziać po 22 lipca 1944 roku.

najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...