Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1052345
Dzielnica Artystów
Pułkownik patrzy na miasto
Vengo   

kiedyś dyktatorzy nosili srogie miny

oblekali się w spiżowy grymas, stalowe spojrzenie

miedziane czoło błyszczało w słońcu

jak aureola

zmywali krew na rękach kieliszkiem chiantiKaNodoVengoPulkownik

stawali do fotografii z dziećmi


dziś pułkownik ma twarz zmęczonego klowna

zza karminowych lampasów wyłażą

parciane gacie

sznurki w galonach sterczą bezładnie

kruszy się mundur wycięty z tektury


jutro znów powieszą na wieży

nowy portret, skąpany we łzach

biały całun opadnie na bruk

nagi król tryumfujący nad miastem

KaNo

 
Draska*
Roma Jegor   

Ani, Andrzejowi i ich

dziewczynce, której zrobiono

dziurę w głowie, żeby wyjąć

śmierć.

Tak się splątało - Pan Bóg spał

a może to była niedziela

kiedy czerwone mrówki wdarły jej się

do głowy uwiły gniazdo usypały kopiec

przepadł gdzieś stróż anioł - choć miał

pilnować jej mleka i krwi

i niewidzialnej jeszcze linii bioder

w tobie lew ryczał

święta Tereska podawała wodę

nie wiem gdzie byłam (głupia) kiedy

rodziłam córeczkę

chłopiec wytrzymałby więcej

plułby gryzł rozdrapywał dżumy i cholery

brzytwą siebie wydzierał z pętli

prześcieradeł

nie wiem co my teraz zrobimy

z tą jej maturą

równania zupełnie nie pasują do dnia

niewiadomą jest Pan Bóg

igrekiem jest anioł

wiadomo tylko że lew w tobie zdycha

(z grzywą na moich kolanach)

we mnie zimne sople a w niej

cieniutka zapałka i wciąż szukam

draski



* Inf. dla najmłodszych:

draska - część pudełka od zapałek, o którą pociera się zapałkę

 

KaNoRomyJegorDraska

KaNo

 
Ze Świętej Lipki
Zbigniew Chojnowski   

Jackowi Bolewskiemu SJ

Z przesmyków między jeziorami, lasami, traktami

Wyperla się światło. Przychodzisz, siadasz przy stole.

Promienie zszywają nasze skrawki. Staje się całość

Jak słońce na szwie ziemi i nieba. Wiruje pielgrzymi

Piasek, dzień nachyla się ku wieczorowi. Zaraz

Siwa sieć spadnie ufnie na ławice nocy.


30 maja 2008 r.

 
nie widziałem
Roman Misiewicz   

Grześkowi Kociubie


nie spotkałem wędrujących słupów ognia

płonących krzewów

nie widziałem zstępujących synogarlic

ani nie słyszałem głosów

odzywających się z mocą pośród nocy


wciąż tylko wschody i zachody słońca

księżyce otoczone krwawą aureolą

bażanty w klatce suchych trzcin

i małe powietrzne wiry


dane mi było też widzieć

wielkie cysterny chmur

roniące wody akuratnie na spragnione lasy

i zboże siwiejące

znużone blaskiem słońca


tylko to

 

ABalwierzRMisiewicz

Arkadiusz Balwierz

 
Poetica choć niekoniecznie ars
Grzegorz Kociuba   
zaczynać na chybił trafił ze wskazaniem na chybił

bo na trafił już przerabiałem i na starcie żadnych

klarownych obrazów ani zgrabnie spakowanych idei

ma być uczciwie a więc ciemność czuwanie w ciemności

nawet gdyby się okazało że tylko czuwanie w ciemności


i co z tego że świat skoro na niewiele się zdaje

bo gdy zaczynasz to żadnego oparcia i nikogo kto by przyszedł

w sukurs no może poza tobą samym choć i to nie zawsze

bo przecież nie raz stawałeś się swoim wrogiem

z którym nijak nie szło się dogadać


gdy już się zacznie to zwykle jakoś leci

pewnie że chciałoby się na skrzydłach albatrosa

kolibra słowika drozda w ostateczności na łeb na szyję

ale najczęściej wpada jak po ogień albo leci jak krew

z nosa choć to ostatnie to jednak - pisanie krwią


że to nikomu niepotrzebne albo że marnowanie czasu

który można by zainwestować w intratne zajęcie

gadaj zdrów tyle że nie do tego adresata

bo on akurat trochę na bakier ze zdrowiem

a i jego ucho odbiera na innych częstotliwościach


gdy już się zacznie to czasem ani skończyć

bo z jednego drugie a z drugiego trzecie

choć bywa i tak że ani jedno ani drugie ani trzecie

tylko wszystko dobija się naraz do wszystkich okien

a okna dookoła głowy


i pomyśleć że tak już do końca w tym kieracie

eremie na słupie w szałasie a dokładniej

na tarnowskiego 26/31

i pomyśleć że da się to pomyśleć a nawet tym być

do końca


10.12.2009

 

KaNoKociubaPoetica

KaNo

 

 
List do syna
Zbigniew Chojnowski   

Witkowi

Zasłuż


Na zapach jaśminu, co rozjaśnia wody i wspomnienia,

Na zachwyt niebem przezroczystym w mróz,

Na uśmiech wróbla.


Na spotkania, podczas których nikt się nie zadłuży,

Na obawę przed zyskiem.


Na przejmowanie się zeszłorocznym śniegiem,

Na dobre widoki na przeszłość,

Na zapis w kominie.


Na gorzki dzień,

Na miłość, która boli,

Na wiarę mocną wątpliwościami,

Na tlącą się nadzieję.


Na męską rozmowę z samym sobą.

Na wschody i zachody milczenia.


Że zasłużone to tylko to, co niekonieczne,

Dowiesz się sam.



8 stycznia 2003 - 3 listopada 2006


(rozpoczęty po obejrzeniu filmu w reż. Stevena Spielberga Szeregowiec Ryan, a dokończony w 18. urodziny mojego Syna)

 

 

KaNoZChojnowskiListdo

KaNo

 
RYMANÓW
Vengo   
Sierpień

najpiękniejszy z miesięcy

porannym chłodem mrozi świeże pąki

las oddycha miarowo, niespiesznie

w środku świata punkt widokowy


Pod drzewem wszystko się zaczyna

na drzewie wszystko się kończy

stara chrzcielnica wrosła w ziemię

nic nie zakłóca spokoju kamienia


nagle w starym lesie, pośrodku rzeki

Fellini posadził jedną ze swoich aktorek

wprawne ręce przyczesują kruczoczarne włosy

mieni się w wodzie biały kostium od Prady


pies czujne zwierzę prowadzi w inne miejsce

korowód z kocami, torbami, leżakami

w chińskich klapkach dostojnie zmierzają

w stronę wodospadu, gdzie woda żywsza


na tydzień przed Zielną

nikt nie pamięta o górze świętej Anny

nikt nie wspomina tych, co modlitwą

wyznawali sobie miłość

 

ATVengoRymanow

AT

 
Ciekły azot, słodki tlen
Roma Jegor   
Wszystko w nas jeszcze galopuje

a tu patrz rok się kończy i znów

róże w ciekłym azocie ogród w narkozie

miasto w znieczuleniu ogólnym

(taka martwa fala przed świątecznym

zatraceniem)

boję się że nie zdążę powiązać nitek

wyzbierać liści

wszystkich słów zapędzić na właściwe

miejsca

że nie wykrwawię na czas karpia albo go

na czas nie uratuję

rok mozolnego życia zaraz się skończy

(róże już w ciekłym azocie ogród w narkozie )


ten przyszły to będzie tylko lato

codziennie bardziej słodkie jak trawa

odrastająca po cyrkowych sztuczkach

w miejscu gdzie lew ryczał i płakali clowni

i będzie szło powoli jak wozy ze złotem


i zacznie nas nakłuwać z pierwszą włócznią

stycznia


(28.11.09)

 

KaNoRJegorCieklyAzot

KaNo

 

 
Wilczy bilet
Zbigniew Chojnowski   
Ty, który odszedłeś, nie powtórzysz się,

Nikt ci nie powie:

„Skończ, bo się powtarzasz".


Ty, który odszedłeś, na zawsze odszedłeś;

Nawet jeśli wrócisz,

Będzie to ktoś inny:

Człowiek zamieniony w wilka?


Ty, który odszedłeś, nie będziesz powtórzony,

Bo nie byłeś filmem,

Nie odtworzą cię - nie byłeś nagraniem.


Ty, który odszedłeś, kim jesteś w stronie bez powrotu?

Tam wierszysz nadal

O wyrastaniu osób z obumarłych nasion...



6 lipca 2006

 

KaNoZChojnowskiWilczybilet

KaNo

 
Postanowienia
Grzegorz Kociuba   
w miarę możliwości jak najdalej od ulic

gdzie głównie dryf śniętych oczu i bałagan kroków

pewnie że zdarzy się czasem ślad z obietnicą wyprawy

albo twarz w którą wpadasz jak w gęstwinę

ale najczęściej chropawa tafla

po której ślizgasz się aż do znudzenia podeszwy


w miarę możliwości z daleka od twarzy

które dały za wygraną

i już tylko kserują siebie na kopiarce dni

ani im w głowie czuwanie przy splątanych korzeniach

albo wspinaczka karkołomnym zboczem

gdy góry ani widu ani słychu


w miarę możliwości z daleka od postu

jak również od karnawału

bo popiół na pochylonych głowach

mniej więcej tyle znaczy

co plusk pękających balonów

gdy kończy się rok albo wiek


w miarę możliwości jak najdalej od dali

jak również od bliskości

bo wycie wilków za wzgórzem

to nie melodia z mp3

a ruch węża przy nodze

to nie obraz w high definition


w miarę możliwości jak najbliżej siebie

a nawet jeszcze bliżej

o ile pozwolą na to oczy i nerwy

a wtedy w otwartym otwiera się otwarte

i bezszelestnie rozrasta się w tobie milczenie

które wie i trwa


13.12.2009

PiotrPigonKociubaPostanowienia

Piotr Pigoń

 
NALEWKA Z WIŚNI
Vengo   
Owoc zaledwie muśnięty

sączy świeży sok

czerwienieje ręka, garnek, stół

czerwienieje niebo

po słoju ścianie docieram

do serca świata

w tyglu mieszam doskonałość kuli

z ulotną mocą

szukam obietnicy spełnienia

odmierzoną w czasie

potrząsam materią w stanie rozbicia

rozkładu, rozdrobnienia

żyję nadzieją

z wiosną nadejdzie kolejne ocalenie

 

ATVengoNalewka

AT