Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Archiwum

Smoleńsk 2010

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Najnowsze komentarze

Odsłon : 1052370
Dzielnica Dokumentalistów i Świadków
13 grudnia 1981 r.
Przemysław Gintrowski   
12 grudnia 1981 r. Poznań.

Klub Medyków, sobotni wieczór, koncert pod tytułem „Niechciane teksty PRL", wśród wykonawców także ja. Klub pęka w szwach, atmosfera wspaniała, koncert kończy się po godzinie 22. Szybko wracam do hotelu, na jutro zaplanowana jest powtórka koncertu, biorę prysznic i przed oddaniem się w ramiona Morfeusza wykonuję telefon do Warszawy, do domu i oops - nie działa, nie zwróciło to mojej uwagi, takie rzeczy się zdarzały. Leżakowanie do rana. Rano budzi mnie łomotanie do drzwi, otwieram, wpada do pokoju organizator koncertów i mówi - „wojna, włącz telewizor" - włączyłem i zobaczyłem, co? - wszyscy wiecie. Oczywistym było, że wieczorny koncert się nie odbędzie. Organizator mówi - „Przemek uciekaj", wtedy nie wiedzieliśmy, że WRONA ludzi związanych z kulturą nie będzie ruszała, że w swoich planach miała dla nich wyznaczoną „rolę", che che nie udało się, bo nie przewidzieli tak spójnej postawy tej grupy społecznej - w kilka dni potem bojkot mediów, teatrów i scen stał się faktem a WRONA klopsa posiadła.

 

KrzysztofBagorski

Krzysztof Bagorski

 

Zatem uciekam. Biorę do łapy plecak, gitarę i udaję się na dworzec w Poznaniu, a tu niespodzianka - pociągi nie kursują, no tak, ale jeden musi przejechać, bo przecież nie zależy to od Jaruzela. Berlin - Moskwa, ten jedzie (ku przemyśleniom i przestrodze, na czasy dzisiejsze) i po godzinach paru przyjechał, pakuję się do niego z dziesiątkami innych ludzi, ścisk okrutny, nastoje buńczuczne, my wam pokażemy, śmiechy i itp... Miny nam rzedną, gdy w godzinach wieczornych dojeżdżamy do Warszawy - przez okna pociągu widać Ursus - czołgi, transportery opancerzone, płonące koksowniki i żołnierzy w polskich mundurach, pojawił się w nas ból i strach. Warszawa Centralna - widok prawie ten sam, tylko czołgów nie było.

Na parkingu zaparkowana moja hulajnoga stoi (fiat 126p), wsiadam, na szczęście odpala (mróz był siarczysty), jadę na Mokotów, to co widzę przez okna przygnębia mnie coraz bardziej (we łbie tłucze mi się ciągle ten polski mundur, nijak pojąć tego nie mogę) i jadę coraz wolniej, dojeżdżam do domu. W rogu pokoju flaszki gorzałki się piętrzą, parę lat wcześniej podjąłem decyzję o abstynencji (o tak na przekór, większość pije - to ja nie będę), wódkę - która była na kartki - kupowałem, bo jak nie kupić czegoś, co było reglamentowane.

Tego wieczoru się napiłem.

 

KrzysztofBagorski1

Krzysztof Bagorski

 

PS - Z tą zmagazynowaną gorzałką wiąże się inna historia, ale o tym kiedy indziej.

Przemek

 

 

 
„Zimowe rozkosze Krynicy. Rok 1929." [i]
RadioBotswana   

Lata dwudzieste były dla Krynicy okresem szybkiego rozwoju i modernizacji, które zawdzięczała przede wszystkim dyrektorowi Państwowego Zakładu Zdrojowego inż. Leonowi Nowotarskiemu. Uzdrowisko szybko pokonało zastój wywołany wojną światową i z każdym rokiem zyskiwało na atrakcyjności. Powstawały ważne dla zdrojowiska obiekty, takie jak Nowe Łazienki Mineralne

1

Więcej…
 
Świąteczne okruchy
Lidia Nowaczykowa   
1. Gwiazdki mojego dzieciństwa

Wracam myślą do świąt w moim rodzinnym domu. Zlewają się, nakładają na siebie, tworząc obraz zamglony i niewyraźny, a jednak prawdziwy. Z tej mgły wyłaniają się postaci moich Rodziców: wyprostowany, mocny tata i cicha, drobna, wiecznie zatroskana mama. To im zawdzięczam beztroskę wszystkich wesołych świąt Bożego Narodzenia. Wierzę, że teraz wspólnie kolędują u Boskiego tronu.

***

image001

 

Gwiazdki mojego dzieciństwa pachniały śniegiem, pastą do podłogi i piernikiem. Kiedy przymknę oczy, widzę mamę, która bardzo wczesnym rankiem, gdyśmy wszyscy jeszcze spali, pochylała się nad stojącą przy kaflowym piecu chlebową dzieżą, zagniatając piernik. Aromatycznego ciasta musiało wystarczyć aż do Trzech Króli. Pomagaliśmy przy wykrawaniu pierniczków i drobnych ciasteczek, objadaliśmy cichcem drożdżówkę z kruszonki, kręciliśmy mak na makowiec, aż ręce bolały.

Święta spędzaliśmy rodzinnie. Moja zamężna siostra odwiedzała nas nieczęsto, ale kiedy już się to zdarzyło, w domu było niezwykle wesoło. Jej dwaj starsi ode mnie synowie, Waldy i Witek – moi siostrzeńcy – (tak, tak, zostałam „podwójną” ciotką zanim jeszcze przyszłam na świat) byli znakomitymi towarzyszami zabaw.

W dzień wigilii od samego rana panowało w domu radosne zamieszanie. W kuchni, wśród niepowtarzalnych zapachów, krzątała się mama z Janką i Eweliną, tatuś ze Zbyszkiem ustawiali na stojaku choinkę, którą potem wspólnie ubieraliśmy w gromadzone przez lata bombki, któraś z dziewczynek prasowała serwetki i obrus, z radia płynęły kolędy w wykonaniu „Mazowsza”, „Śląska” albo słynnych głosów operowych.

Po wieczerzy cała dzieciarnia w napięciu oczekiwała na dżwięk dzwonka oznajmiający, że właśnie przed chwilą w „choinkowym” pokoju Gwiazdor zostawił prezenty. Przepychaliśmy się do drzwi jedno przez drugie, starając się, niby niechcący, potrącić klamkę... Mama przekomarzała się z nami, ale wreszcie ze śmiechem otwierała drzwi, a my, jakby nagle odurzeni leśnym zapachem drzewka nieruchomieliśmy w progu, sycąc oczy blaskiem świecidełek, łańcuchów i ozdób, onieśmieleni mnogością tajemniczych zawiniątek.

Tatuś zapalał choinkowe świeczki, to był jego przywilej i obowiązek. Dorośli rozsiadali się wokół stołu, dzieci na kanapie, czasem któreś znikało pod stołem w swoim „kąciku”. Jedno z dzieci - „wyznaczone” do rozdawania prezentów, krzątało się z przejęciem wokół drzewka, wybierając ostrożnie paczki. Rozpakowywanie prezentów zaczynało się wtedy, gdy ostatni upominek trafił do właściwych rąk. Ileż było oglądania, przymierzania, zachwycania się, przestróg: „a nie zepsuj od razu”, podziękowań, czasem nawet łez.

Kiedy już nacieszyliśmy się do woli, mama wyłączała światło i intonowała kolędę, najczęściej „Wśród nocnej ciszy”. Dołączaliśmy się jak kto potrafił i sumiennie wyśpiewywaliśmy wszystkie zwrotki: Inka wysokim sopranem, Dana ze Zbyszkiem drugim głosem, Janka murmurando i niosła się kolęda... Czasem tatuś brał skrzypce (dawniej wiejski nauczyciel musiał umieć wszystko), a później, kiedy tatuś poszedł do nieba na pasterkę, Zbyszek siadał do pianina. Na śpiewaniu, zjadaniu smakołyków, zabawie i pogawędkach upływał nam czas do pasterki.

Warto posłuchać: http://www.youtube.com/watch?v=QzfIu_rPJOs

Więcej…
 
„Brazylijskie” wykłady generała Sosnkowskiego
Godziemba   

W listopadzie 1944 roku b. Naczelny Wódz generał Kazimierz Sosnkowski poprosił o trzymiesięczny urlop i udał się do Kanady w celu odwiedzenia synów.

Oczekiwane wezwanie z Londynu nie nadchodziło, a kilkukrotnie przedłużany urlop przemienił się w końcu w przymusową emigrację. W końcu 1946 roku prezydent Raczkiewicz zaproponował generałowi objęcie teki ministra obrony narodowej w rządzie emigracyjnym. Sprawa ta stała się nieaktualną, gdy w marcu 1947 roku władze brytyjskie odmówiły Sosnkowskiemu wizy wjazdowej do Wielkiej Brytanii. W tym samym czasie również władze amerykańskie uniemożliwiły mu podróż do Stanów Zjednoczonych.

W marcu 1947 roku Brytyjczycy zakomunikowali polskim władzom wojskowym w Londynie, że z dniem 1 maja gen. Sosnkowski zostanie zwolniony z Polskich Sił Zbrojnych. W tej sytuacji rząd polski na emigracji przyznał generałowi pensję w wysokości około 300 dolarów kanadyjskich, którą wypłacano jedynie do września 1949 roku. Także zakupiona na przełomie 1946 i 1947 roku niewielka farma w Arundel (ok. 100 km od Montrealu) nie przynosiła dochodów. Mimo rozlicznych trudów dnia codziennego generał na bieżąco śledził wydarzenia na świecie, w tym w okupowanej Polsce. Z goryczą obserwował politykę mocarstw zachodnich wobec Stalina. Mając wreszcie od połowy 1949 roku możność swobodnego poruszania się po kontynencie amerykańskim, dość często bywał w Stanach, choć wiązało się to kłopotami finansowymi. Zapraszany na różne uroczystości, stał się jedną z najbardziej znanych i szanowanych postaci polskiej emigracji.

W lecie 1952 roku dzięki pośrednictwu Alfreda Jurzykowskiego – swego b. adiutanta z 1920 roku, został zaproszony przez brazylijskiego Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych do wygłoszenia cyklu wykładów w tamtejszej Akademii Sztabu Generalnego. Wykłady te świetnie oddają spojrzenie generała na problemy światowej strategii politycznej i militarnej.

Punktem wyjścia dla rozważań Kazimierza Sosnkowskiego była teza, iż w wyniku II wojny światowej demokracje Zachodu odniosły imponujący tryumf w znaczeniu czysto militarnym, lecz wszystkie polityczne owoce zwycięstwa zebrała Rosja Sowiecka[i]. Sosnkowski uważał, iż w trakcie II wojny światowej przywódcy świata zachodniego popełnili wielki błąd, wysuwając na plan pierwszy zagadnienia militarne, co sprawiło, że Hasło „kill the Germans” wypierało coraz bardziej idee polityczne, aż w końcu zastąpiło je niemal całkowicie. To upośledzenie kwestii politycznych i w związku z tym brak koncepcji i przewidywań, dotyczących przyszłości Europy – wszystko to doprowadziło, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, do znacznego, często rozstrzygającego wpływu czynników wojskowych na decyzje o charakterze wybitnie politycznym. W warunkach podobnych najważniejsze postanowienia pobierane były nie tyle z punktu widzenia dalekosiężnych skutków dla powojennego układu świata, lecz pod znakiem doraźnych potrzeb wojny.[ii] O dominacji spraw militarnych najdobitniej świadczy memoriał amerykańskiego sztabu wojsk lądowych z sierpnia 1943 roku zawierający twierdzenie, że Rosja jest decydującym czynnikiem w wojnie; że będzie ona panującą potęgą w Europie powojennej; że musi przeto otrzymać wszelką pomoc i każdy wysiłek winien być podjęty, aby uzyskać jej współdziałanie.[iii]

Więcej…
 
Randka w ciemno
KaNo   

 

Od dnia, w którym Free umówił się z nami na randkę w ciemno (a było to trzynastego, na szczęście listopadaJ), minął dobry rok. Spotkań było wiele, niektóre miłe, inne pachnące rozstaniem. Szczerze mówiąc, nie sądziliśmy, że będzie to tak długotrwały romans. Z kronik policyjnych bowiem wiadomo, że internetowe znajomości często kończą się źle a nawet jeszcze gorzej. Nam to na razie nie grozi, bo spotkania są tylko wirtualne a czasem marzy się takie w realu, przy beczce z piwem.

Na pierwszej randce opracowaliśmy logo i banner Miasta. Byliśmy dziwnie zgodni co do większości szczegółów i bardzo się nam ta zgodność gustów i zapatrywań podobała, bo była to dobra wróżba na przyszłość. Później przyszły teksty. To zadanie dla Walentiny, ale często jej pomagałem, szczególnie gdy zmagała się z bezduszną (Walentina twierdzi, że złośliwą) maszyną. Szperałem po dyskach, kluczach i innych pamięciach masowych w poszukiwaniu zdjęć, które chciałbym pokazać w POLIS, ponownie zacząłem więcej fotografować i szukać konkretnych obiektów i ujęć.

Więcej…
 
W cieniu kurii krakowskiej[1]
Tadeusz Jackowski   

SŁOWO WSTĘPNE

Przed rejonowym sądem wojskowym w Krakowie stanęło w końcu lutego br. siedmiu zdrajców, płatnych najmitów imperializmu, szpiegów na służbie amerykańsko-hitlerowskiego ośrodka wywiadowczego w Niemczech zachodnich.

Byli między nimi czterej księża, wśród nich dwaj wysocy urzędnicy krakowskiej kurii biskupiej.

Pod osłoną szaty kapłańskiej, wykorzystując zaufanie ludzi wierzących, deprawując młodzież, która im ufała, zdrajcy służyli obcemu wywiadowi, knując spisek przeciw pokojowi, przeciw budownictwu socjalistycznemu.

Wszystkich ich na drogę zdrady zawiodła fanatyczna nienawiść do Polski ludu pracującego, do jej pokojowego budownictwa.

W czasie okupacji, kiedy naród skupiał swe siły w walce przeciw hitlerowcom, faszyści w rodzaju Lelity współpracowali z hitlerowcami przeciw walczącym patriotom, Po wyzwoleniu, kiedy ludzie pracy swym wysiłkiem dźwigali kraj z gruzów - oni starali się niszczyć dobytek narodowy. Obecnie, kiedy całe społeczeństwo polskie skupia się we Froncie Narodowym Walki o Pokój i Plan Sześcioletni - jedynie w wojnie pokładają swe nadzieje ci, którym marzy się nowy najazd uzbrojonych przez Stany Zjednoczone esesmanów, którzy chcieliby przekształcić naszą ludową Ojczyznę w amerykańsko-hitlerowską kolonię, a jej obywateli zakuć w nowe kajdany niewoli.

Księża-zdrajcy w swej szpiegowskiej działalności znajdowali poparcie w krakowskiej kurii biskupiej. Wysocy dostojnicy kurii służyli im pomocą i radą. Kuria, kierując się nie polską racją stanu, a wskazaniami Watykanu współdziałającego z imperialistami amerykańskimi, wzniecała nienawiść do Polski Ludowej, łamała porozumienie episkopatu z Rządem Rzeczypospolitej, prześladowała księży pragnących wespół z całym narodem budować szczęśliwą przyszłość Ojczyzny.

Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej gwarantuje wszystkim obywatelom Polski Ludowej pełną swobodę wierzeń i praktyk religijnych. Prawa te potwierdza w całej pełni przestrzegane skrupulatnie przez rząd Polski Ludowej porozumienie z episkopatem. Naród nasz nie pozwoli na nadużywanie uczuć ludzi wierzących dla celów antynarodowych, nie pozwoli, aby zagwarantowane przez Konstytucję swobodne wykonywanie praktyk religijnych, miejsca i przedmioty, które ludzie wierzący otaczają szacunkiem, były wykorzystywane przez szpiegów, którzy ukrywając się za sutanną, wysługują się wrogom Ojczyzny.

"Czyż może być tolerowany taki stan rzeczy, kiedy wrogie narodowi elementy tkwią w urzędach kościelnych i pod ich pokrywką, wykorzystując płynące z tego duże możliwości, prowadzą. antyludową i antypaństwową działalność, która przynosi niepowetowane szkody naszej Ojczyźnie?"

Więcej…
 
Grudzień 1965[1]. Reakcje prasy komunistycznej na orędzie biskupów polskich
[wybór] Free Your Mind   

„Życie Warszawy" (10.XII.1965) „W czyim imieniu?"[2]:

„Z oficjalnej agencji zachodnioniemieckiej DPA, a następnie z prasy NRF dowiedzieliśmy się, że obecni na Soborze Watykańskim polscy dostojnicy kościelni skierowali do biskupów niemieckich specjalne orędzie - „Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich Braci w Chrystusie". (...) Gdy korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Rzymie udał się do siedziby polskich biskupów, aby otrzymać tekst owego „Orędzia", SPOTKAŁ SIĘ Z ODMOWĄ. Dysponują tym tekstem - oświadczono mu - wyłącznie adresaci, czyli biskupi z NRF. W praktyce - również zachodnioniemiecka prasa, zachodnioniemieccy politycy i ktokolwiek żyje w Bonn czy w Monachium, tylko nie władze polskie i nie polska opinia publiczna. (...)

Kim są biskupi, do których skierowane zostało „Orędzie"? Są to biskupi niemieccy, którzy w zgodnej symbiozie z rządem bońskim stoją na gruncie antypolskiej polityki rewizjonizmu, kwestionują nasze granice nad Odrą, Nysą i Bałtykiem. Są wśród nich reprezentanci niemieckiego kościoła katolickiego, którzy w czasach hitleryzmu stali przy brunatnym reżimie i błogosławili hitlerowski Wehrmacht maszerujący na Polskę. (...)

Kto w Polsce upoważnił przebywających w Watykanie biskupów do kajania się i wybaczania, do składania NRF „narodowej samokrytyki"? W czyim imieniu to zrobili?

Może w imieniu milionów zamordowanych w Oświęcimiu i na Majdanku? Może w imieniu warszawiaków ze spalonej na popiół stolicy? A może - dwóch tysięcy księży zabitych przez niemieckiego okupanta? A może - dzieci zamojskich wypędzonych na tułaczkę i śmierć? (...)

„Orędzie" świadomie pomija milczeniem tych Niemców i te demokratyczne Niemcy przez nich zbudowane, z którymi Polskę od tylu lat łączy przyjaźń i pojednanie, na gruncie wspólnego potępienia militaryzmu, uznania granicy pokoju na Odrze i Nysie i rzetelnej sąsiedzkiej współpracy. (...)

Kto upoważnił biskupów do przemawiania w sprawach polityki zagranicznej, w najżywotniejszych sprawach narodu i państwa polskiego bez porozumienia i uzgodnienia z rządem polskim - a w porozumieniu z biskupami niemieckimi i prałatami z Watykanu?

W czyim imieniu występują biskupi ze stanowiskiem sprzecznym z opinią całego społeczeństwa i z interesami kraju?

To pewne, że w naszej ludowej Rzeczypospolitej, przywróconej do niepodległego bytu walką i ofiarą jej najlepszych synów - na sobiepaństwo miejsca nie ma i nie będzie."

„Słowo Powszechne" (10.XII.1965) „Wbrew własnym słowom z Olsztyna, Szczecina, Opola i Wrocławia":

„(...) W orędziu do biskupów niemieckich uważa się za możliwe stwierdzić, że „Polacy stoją w obliczu ogromnych niebezpieczeństw natury społecznej i moralnej, które zagrażają duszy narodu, jak również jego biologicznej egzystencji".

O jakimże to zagrożeniu biologicznej egzystencji narodu polskiego mówi orędzie? Jedynym bezpośrednim zagrożeniem naszej biologicznej egzystencji, jako narodu, jest militaryzm i rewizjonizm zachodnioniemiecki, który krzewi się niepohamowanie w NRF. Ale nie o tym myśli episkopat niemiecki.

W swej odpowiedzi biskupi niemieccy stwierdzają m.in.: „Przypomnieliście nam, Czcigodni Bracia, w Waszym liście, jak licznymi węzłami od wieków naród polski jest związany z chrześcijańską Europą oraz jaką rolę odegrał w historii tejże chrześcijańskiej Europy i, jak ufamy, nadal będzie odgrywał."

Biskupi polscy w komunikacie z 7.XII. wyrażają nadzieję „zbliżenia nas wszystkich, Polaków, Niemców, Francuzów, Włochów i wszystkich narodowości całego świata".

Nie jest tajemnicą fakt, że szczególnie w kołach zachodnioniemieckiej CDU, ale nie tylko tam, bardzo żywa i bardzo intensywnie rozwijana i propagowana jest koncepcja tzw. chrześcijańskich rządów w krajach europejskich i odtworzenia czegoś na kształt dawnego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Byłoby to przeciwstawienie jednej części Europy drugiej. Tę myśl biskupi niemieccy niedwuznacznie sugerują w swej wypowiedzi.

Jest to koncepcja czysto polityczna, wobec której przy pełnym poszanowaniu autorytetu religijnego biskupów, musimy jako obywatele polscy wyrazić stanowczy sprzeciw, podyktowany współcześnie rozumianym patriotycznym interesem narodu. Jest to bowiem w specyficzny sposób wyrażona adenauerowska próba montowania frontu antykomunistycznego, frontu przeciwko Związkowi Radzieckiemu przez państwa tzw. chrześcijańskie. W odniesieniu do Polski jest to więc w nowej formie wyrażona próba zerwania sojuszniczych związków ze Związkiem Radzieckim. Związkiem Radzieckim, który przyczynił się decydująco do rozgromienia hitleryzmu i z którym dzisiaj jesteśmy w niezawodnym sojuszu zapewniającym nienaruszalność naszych granic zachodnich przed wszelkimi zakusami zachodnioniemieckimi. (...)

Dlatego wydawałoby się nam słuszne postawienie przez Episkopat polski biskupom niemieckim

następujących pytań:

Czy katolicy zachodnioniemieccy wiedzą, że istnieje praktyczny i zaakceptowany przez opinię polską wzór układania stosunków między Polakami i Niemcami na zasadach łączących już Polskę i Niemiecką Republikę Demokratyczną? (...)

image002

Czy katolicy zachodnioniemieccy wiedzą, że dążenie do posiadania broni atomowej przez NRF grozi światu kataklizmem, a samym Niemcom Zachodnim niesie perspektywę narodowego samobójstwa?

Czy biskupi zachodnioniemieccy gotowi są do podjęcia w swej pracy duszpasterskiej wysiłku zmierzającego do wyjaśnienia społeczeństwu zachodnioniemieckiemu beznadziejności i niebezpiecznej szkodliwości moralnej obecnej polityki rządu bońskiego?

Więcej…