|
Kult - Hurra! (2008)
Maria ma syna; Amnezja; Idiota stąd; Nowe tempa; Marysia; Nie mamy szans; Kiedy ucichną działa już; My chcemy trzymać w garści świat; Skazani; Jutro wszystko zmieni się; To nie jest kraj moich snów; Podejdź tu, proszę; Chodźcie chłopaki; Karinga; Gigantyczna koncentracja
O nowej płycie Kultu głośno zrobiło się na dwa tygodnie przed wydaniem, jednak bynajmniej nie z powodów artystycznych, a dlatego głównie, że płyta została skradziona i szeroko udostępniona w sieci. A że na płytę praktycznie wszyscy fani, którzy przy Kulcie wytrwali, czekali dość niecierpliwie, dużo było takich, którzy schylili się po kradzione, jak ujął to Kazik, opatrując tychże niecierpliwców dość brzydkim epitetem.
Przy okazji płyty "45/89" recenzent pisma "Rock'n'roll", które przyznawało płytom oceny w skali od 1 do 5, napisał: Kult to jest taki zespół, któremu nie można dać trzy i pół. Głównym założeniem tej recenzji była myśl, że od tej akurat grupy nauczyliśmy się wymagać czegoś więcej niż płyt po prostu poprawnych. I choć "45-89" oceniam akurat wyżej, wspomniane zdanie prześladuje mnie od kilku lat zawsze wtedy, gdy pojawi się nowe wydawnictwo Kultu. Aż do teraz.
Ostatnią płytą Kultu, którą większość fanów zgodnie uważa za wybitną, był wydany już 11 lat temu "Ostateczny krach systemu korporacji". Jednak ten materiał, choć mocny i muzycznie, i tekstowo, zapowiadał już kryzys. Mimo że były na nim utwory "typowo kultowe", pojawiły się też kawałki, które bardziej pasowałyby do innych wcieleń artystycznych Staszewskiego, to zaś pozwala wysnuć wniosek, że zaczyna się on w nich gubić. Potwierdziło się to na - znów bardzo dobrej - płycie "12 groszy", która sygnowana tym razem logo "Kazik" zawierała kilka utworów brzmiących jak produkcje Kultu. Podobnie było z późniejszą płytą "41". Sam zaś Kult zaczął zaś nagrywać płyty nijakie.
Zaczęło się od "Salonu Recreativo", na którym co prawda znalazły się dwa utwory wybitne i zagrane w stylu do jakiego zespół nas przyzwyczaił ("Brooklińska Rada Żydów" i "Łączmy się w pary, kochajmy się"), nawiązujące do Kultowego miejskiego folku, znalazły się też celne obserwacje socjologiczne, za które tak zawsze Staszewskiego ceniono ("Forum internetowe", "Henryk Wujek", "Uwiąd starczy"), czy bardzo krytyczny obraz III RP w kawałku "Najbardziej chciany bandyta w Polsce"; jednak jako całość płyta nie robiła takiego wrażenia, jak jej poprzedniczki. Brakowało spójności, czego tym razem nie rekompensował, jak na "Ostatecznym krachu..." geniusz poszczególnych składników. Do tego zespół rozpoczął nie zawsze jasne eksperymenty z brzmieniem, przez co płyta fragmentami brzmi mało czytelnie. Choć więc prawie każdy element samodzielnie się broni, całość nuży. I zespół sam chyba miał świadomość, że tej propozycji czegoś brakuje, wzbogacił ją bowiem o dysk drugi, z kilkoma dodatkowymi utworami (w większości słabymi) i nowymi wersjami starych przebojów (tu jednak znów zabrakło chyba jakiejś konkretnej idei).

KaNo
Kolejna płyta - "Poligono industrial" to jeszcze inna historia. Muzycy dają sobie radę nieźle i dostarczają odbiorcy zbiór sympatycznych, Kultowych kawałków, jednak po drodze pojawia się Kazik. Kazik, zniechęcony do zespołu i piszący teksty do już w całości gotowego materiału. Na ogół brzmią jak napisane na "odwal się", są też i dobre ("Prezydent"), lecz jakby niedokończone. Mamy wtórny, lecz dzięki temu bezpieczny i miły uszom fanów, przebój do radia i TV ("Kocham Cię, a miłością swoją"), mamy też jeden moment godny starego Kultu: potężny i dramatyczny utwór "Pan pancerny". To jednak znów za mało.
Równie marnie radzi sobie Kazik bez Kultu na płycie "Los się musi odmienić" z tego samego 2005 roku. Niemniej jednak później coś zdaje się zmieniać na lepsze. Pojawiają się ciekawe (również - nareszcie! ciekawe tekstowo) płyty Buldoga i El Dupy, a także koncertowe nagrania nowych utworów Kultu. "Kiedy ucichną działa już" i "Klejnot Azji" pozwalają mieć nadzieję, że trzeciej słabej płyty nie będzie.
Szybko okazuje się jednak, że nie musi być aż tak dobrze. Z zespołu w wyniku kłótni odchodzi waltornista Krzysztof Banasik - autor muzyki z ostatnich płyt a także nowych rzeczy. Tym samym ich los staje się niepewny. Gdy zaś zespół płytę ma już gotową, ale jeszcze nikt jej nie zna, na singlu pojawia się przebojowa (jednak mało ambitna) "Marysia", a przy okazji dowiadujemy się, że "Klejnotu Azji" na płycie nie będzie. Przez chwilę pojawiły się pogłoski, że nie będzie też pozostałych utworów, które były znane wcześniej w wersjach koncertowych na You Tube. Ostatecznie na płytę nie weszły dwa (poza "Klejontem Azji" nie załapał się też "Linden"), zaś dwa inne ("Kiedy ucichną działa już" i "Maria ma syna") jednak na płycie są.
Znaliśmy więc już trzy utwory i czekaliśmy na resztę z tym większym napięciem, że chyba wszyscy uważnie śledzący dokonania Kultu ciekawi byli, jak zespół poradzi sobie bez Banasika, za to z ambicją przerwania nienajlepszej passy. Gdy płyta wreszcie jest, znamy już odpowiedzi na oba pytania. Zespół bez Banana poradził sobie, nagrał płytę od poprzedniczek lepszą jednak cierpiącą na wszystkie ich przypadłości, więc jednak nie do końca spełniającą oczekiwania; płytę, na której utwory mocne i zapadające w pamięć mieszają się z kawałkami nijakimi zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Czasem też za dobrą muzyką nie idzie udany tekst, a czasem dzieje się na odwrót.
Gdy niedawno na You Tube pojawiła się rozmowa radia TokFM z udziałem Kazika, Adama Michnika i Tomka Lipińskiego, wiele osób zauważyło, że lider Kultu mówi niepewnie, dość chaotycznie, zaś swoich poglądów, choć tak bulwersujących rozmówców, broni bardzo miękko. Na pocieszenie dla tych osób Kazik ma kilka mocniejszych wypowiedzi w wywiadzie dla "Rzepy" i płytową "Amnezję":
Amnezja to łatwo tak zapomnieć co i gdzie i jak
Amnezja to łatwo gdzieś tak swoją pałę na przód nieść
Amnezja to łatwo jest zapomnieć skąd się jest i gdzie
Amnezja to łatwo tak swojemu bratu wleźć na kark
My na monopol mamy prawdę
Ja nie zabijam ani ja nie kradnę
A były przecież kiedyś piękne dni
Gierek, Jaruzel oraz my
To były sobie piękne czasy takie
To nawet wtedy papież był Polakiem
Rozmontowaliśmy razem komunę
Lecz po co ja do dzisiaj nie rozumiem
Amnezja to łatwo gdzieś tak swoją pałę na przód nieść
Amnezja to łatwo tak swojemu ojcu wleźć na kark
Amnezja wygodnie jest zapomnieć skąd się jest i gdzie
Amnezja powiadam wam a ja się dobrze na tym znam
Podziemia się obecnie nie docenia
Chyba, że z jednego punktu widzenia
To były panie takie piękne dni
Wałęsa, Kuroń ja i ty
To były słuchaj czasy właśnie takie
Że z dumą można było być Polakiem
Z dziedzictwem bojowego chrztu Lenino
I z palmą zdobywców Berlina
Podziemia się obecnie nie docenia
Kto pyta ten rolę swoją przecenia
To były takie super, super chwile
Nie złodzieje rządzili lecz debile
Na olimpiadzie cały wór medali
Po ulicach zomowcy nas ganiali
Wyścig pokoju - trzecie miejsce w świecie
Ale wy o tym dzisiaj nic nie wiecie
Ciekawie dzieje się w następnym na płycie "Idiocie stąd", kawałku bardzo podobnym do "Twój mój czas" z "Salonu". Utwór oparty jest na bardzo nośnym motywie instrumentów dętych, godnym najlepszych lat Kultu, jednak tekst wnosi niewiele do dawnych socjologicznych obserwacji Kazika. Do tego otwierająca go fraza Ja muszę mieć kutasa na prąd, wydaje się być raczej ukłonem w stronę mniej wymagającej części publiczności niż uzasadnionym wtrętem.

KaNo
Czwarte na płycie "Nowe tempa" to smutny przykład na to, jak zmarnować naprawdę dobry utwór. Mamy ciekawą muzykę, Kazik wokalnie jest w szczytowej formie, co z tego jednak, skoro śpiewa tekst będący dla przeciętnego słuchacza stekiem wyrwanych z kontekstu bzdur. Jeżeli ktoś zna historię odejścia Banasika z zespołu, znajdzie wytłumaczenie dla sporej części tekstu, jednak nawet dysponując tym kluczem trudno zrozumieć drugą, jeszcze bardziej abstrakcyjną połowę.
(...) Dzisiejsze czasy zamykają swój kres
Teraz będzie o zmarłych
Powróciłem z krainy umarłych
Wszyscy na mnie czekali
Powróciłem z krainy umarłych
Wszyscy na mnie czekali
Powróciłem z krainy umarłych
Ciepło się uśmiechali
Powróciłem z krainy umarłych
Że tak długo tam byłem
Chciałem prosić panią o rękę
Do żywych wróciłem
Taniec ten zda się nie mieć końca
To wesele dla słońca
Czemu więc mówicie nam,
Że to dzień syna, ojca
Chciałem prosić panią o rękę
Chciałem prosić o rękę
Jak chce pani to przed panią uklęknę
Chciałem prosić o rękę
Ja bez ręki do łazienki nie wejdę
Nie chcę iść do łazienki
Nie chcę iść do łazienki bez ręki
Nie chcę iść do łazien...
I co poeta chciał nam powiedzieć? Połapać w tym można się dopiero czytając wywiad w "Rzeczpospolitej" i znając całą historię konfliktu w zespole. Wtedy sprawa staje się nagle jasna, ale co z tymi, którzy wywiadu nie czytali?
Podobny problem powraca w ósmym na płycie kawałku "My chcemy trzymać w garści świat". Tu z kolei mamy potencjalny koncertowy megaprzebój i tekst pisany w manierze hymnowej, jednak kompletnie bez ładu i składu. Mieszane uczucia budzi też refren, będący autoplagiatem utworu "Maciek, ja tylko żartowałem". To jednak można by uznać za zabieg celowy i wybaczyć, gdyby znana melodia stanowiła tło do ważnego tekstu. Ten zaś udaje jedynie manifest, a naprawdę jest zlepkiem pustych choć atrakcyjnie brzmiących fraz. Taka forma jest przypadłością wielu młodych zespołów, które do twórczości Kultu mniej lub bardziej nawiązują (Koniec świata, Happysad), jednak szkoda, że coraz częściej ulega jej sam Kazik.
O młodszych zespołach zapatrzonych w Kult pomyślałem, słysząc pierwszy raz singlową "Marysię", ponieważ ten kawałek bardziej pasowałyby mi do którejś z tych kapel, niż do samego Kultu. Może to jednak sprawa częściowej wymiany pokoleniowej w tym zespole. "Marysia" to zarówno radiowy jak koncertowy pewniak, jednak dziwi, że mając na płycie kilka o wiele wartościowszych utworów, przy wyborze singla zespół i wydawca wykazali się taką zachowawczością. Szkoda też, że to znów tekst, którego mogłoby nie być, zwłaszcza że jest tylko przełożeniem na nasze utworu Kinksów, o czym opowiada sam Kazik.

KaNo
Gdy zobaczyłem tytuł singla, przestraszyłem się, że skoro jest na płycie "Marysia", to zapewne nie będzie miejsca dla "Maria ma syna". Na szczęście stało się inaczej. "Maria ma syna" na "Hurra!" trafił, co więcej - płytę otwiera. To utwór szybki, Kultowy i zaopatrzony w jeden z lepszych tekstów. Irytuje tylko zbyt częste powtarzanie frazy tytułowej.
Po najbardziej ludycznej "Marysi" na płycie umieszczono transowy, połamany i dość mroczny utwór "Nie mamy szans". Rzecz ciekawa, choć tekstowo wydaje się być drugą częścią "Tanu". Tutaj bowiem też mamy fabrykę wraz z towarzyszącą jej powtarzalnością, apatią i beznadzieją. Całość zaś o tyle jest ciekawa, że równie dobrze mogłaby powstać 20 lat temu. Utwór uzupełniony jest niepokojącym samplem, zaczerpniętym z najbardziej bluźnierczego kawałka zespołu Crass - "Asylum". To zaś każe się zastanowić, czy z kryzysem wiary Kazika nie jest jeszcze gorzej, niż wynikałoby to z samych jego tekstów. Mam nadzieję, że ktoś z dziennikarzy o to zapyta. Nie rozumiem za bardzo sensu użycia tego tekstu (I am no feeble Christ, not me/He hangs in glib delight upon his cross/Above my body/Christ forgive. FORGIVE?/I vomit for you Jesu/Shit forgive... itd. itd.). Podkreślenie beznadziejności? Fabryka jako piekło bez perspektywy zbawienia? Ten szczegół bardzo psuje (mnie osobiście) odbiór całości, pamiętam bowiem sprzeciw, jaki od początku - nawet w czasach, gdy z moją wiarą nie było najlepiej - budził we mnie ten utwór.
Co gorsza, zdaje się, że nie tylko wiara Kazika przechodzi kryzys. "Skazani" - utwór, w którym zwraca się on do swojej żony, bardzo różni się nastrojem od tego, do czego Staszewski przyzwyczaił nas w tekstach opisujących uczucia do żony i rodziny.
Gdzie pochowałaś to co w Tobie najcenniejszego?
Kiedy wszystko zalałaś? Zrobiłaś to dlaczego?
Ja też bez winy nie jestem, pod sąd oddać chciałbym się
Mój lub Twój
Co między nami się stało, że złoto wyparowało
Uciekło srebro, a wszystko inne totalnie pomatowiało?
Ty też bez winy nie jesteś, pod sąd oddać chciałbym Cię
Twój lub mój
(...)
Znowu siedzę w pokoju coraz bardziej najebany
Ty w tym samy czasie udajesz, że ścierasz kurz ze ściany
Razem, a nawet osobno, żyjemy pod dachem jednym - tu (...)
Jak daleko tym słowom do choćby "Trzech gwiazd", nie mówiąc o "Do Ani", czy "O Ani". Blisko im za to do twórczości Staszka Staszewskiego, kto wie, czy ten tekst nie jest najbliższy duchowi twórczości ojca ze wszystkich utworów jego syna? Być może zresztą jest to najlepszy tekst na płycie, ponieważ nie pojawiają się w nim żadne słowa, których obecność byłaby niczym nieuzasadniona (co jest bolączką innych numerów). Muzycznie to też jeden z lepszych fragmentów "Hurra!".
Wcześniej jeszcze dostajemy jeden z utworów, na który wszyscy czekali: "Kiedy ucichną działa już". To bardzo ważna piosenka, w którym tekstowo i muzycznie wracamy do najlepszych czasów Kultu. Dość spokojny, mógłby znaleźć się na "Moim wydafcy" i nie sprawiałby wrażenia włożonego tam na siłę. Tekst nareszcie mówi o czymś ważnym i nie potrzebuje do tego nadmiaru słów.
Kiedy ucichną działa już
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą
Kiedy ostatni zabity żołnierz
Zgnije i kości zostaną
Już nowi zwarci i gotowi
Do walki ze sobą staną
Kiedy deszcz zmyje ostatnią krew
Która zaschła na drodze
Spokój się skończy dookoła nas
Rozczarujemy się srodze
Dzieci ponownie przestaną się śmiać
Dzieci zaczną się bać
A duże dzieci w czasie tym
Życiem swoim będą grać
Kiedy rozetnie się pasa pół
Kiedy zapomni się ból
Wojnę kolejną i nową w zanadrzu
Jakiś ma inny król
Zawsze było tak, się nie zmieniło
Dwa, raz, ropa, gaz
Zawsze było tak, się nie zmieniło
Raz, dwa, ropa, gaz
Co Ty widzisz Panie w nas
Co Ty widzisz Panie w nas
Co Ty widzisz Panie w nas
Co Ty widzisz Panie w nas
Na taki Kult czekaliśmy i cieszy, że nareszcie doczekaliśmy się. Wraca jeszcze kilka razy, jest choćby w "Podejdź tu proszę". To utwór, który mógłby być umieszczony w gablocie z napisem "typowy Kult". Dość spokojny, dość leniwy, wpadający w ucho i zmuszający do myślenia. Tekst budzi skojarzenia z antyklerykalnym wątkiem twórczości Kazika, jednak podejrzewam, że kryje się w nim coś więcej.
(...) Podejdź tu proszę
W mym pałacu jest dla Ciebie miejsce
Poczekaj jeno się rozejrzę
Nie pierwszy Ty i nie ostatni jesteś moją ofiarą
Na pewno znasz tę historię starą
Cię nie wypuszczę już z uścisku mojego żelaznego
Żegnaj się z życiem mój kolego
Podejdź tu proszę jaką rozkosz Ci przynoszę, pełną
Doświadczysz jej tutaj przed śmiercią
A kiedy będziesz blisko to wpadniesz na moje uroczysko
Tam Cię dopadnę i okradnę
A kiedy będziesz mój to wezmę Ciebie jakby swój
Własnością moją teraz będziesz
W podobnym duchu utrzymana jest "Karinga", utwór oparty na dość typowej historii: facet wiodący burzliwe życie, targany wyrzutami sumienia, w obliczu końca czeka na powrót kobiety. Kobiety, której się nie doczeka. Takie kawałki na ogół już z racji samej tematyki robią wrażenie, jeśli tylko są sprawnie napisane, a jeśli towarzyszy im odpowiednia muzyka, nie mogą nie stać się przebojami. Tak więc wróżę tej piosence karierę, może nawet porównywalną z "Komu bije dzwon", z którą budzi ona jakieś moje nieokreślone bliżej skojarzenia. Byłby to świetny koniec płyty, ale niestety, płyta się nie kończy.
Zanim jednak opowiem o utworze ostatnim, cofnę się do tego, co dzieje się między "Skazanymi" a "Podejdź tu proszę". Zresztą - dzieje się niewiele. "Jutro wszystko zmieni się" i "To nie jest kraj moich snów" to dość słabe utwory, choć zapewne i one znajdą sympatyków. Pierwszy jest dla mnie dość nijaki, z muzyką zbyt "wesołkowatą" w stosunku do tekstu (z inną być może bardziej by mi się podobał). "To nie jest kraj moich snów" cierpi trochę na chorobę poprzedniej płyty - bardzo dobra muzyka, ale gorzej z tekstem. Pierwsza zrotka jest w zasadzie o niczym, trzecia podobnie, choć tu sam Kazik śpiewa wprost, że piosenka ta nie ma przesłania. Trochę go jednak jest w środkowej części, choć wystarczy znać tytuł, by zrozumieć o co chodzi.
Są na płycie jeszcze dwa utwory. Trzynasty, "Chodźcie chłopaki", to rzecz muzycznie gdzieś między "Chcem piwa" Kazika, a Kultem z czasów "Kasety". Muzycznie i tekstowo dzieje się jednak dość mało, dlatego niestety dołączam ten utwór do listy kawałków słabszych. Śledzącym polityczne deklaracje warto jednak powiedzieć, że w tekście obrywa się wszystkim politykom (co raczej mało zakakujące), również aktualnej, przepojonej miłością ekipie.
Ostatni na płycie "Gigantyczna koncentracja" miał być początkowo utworem tytułowym, do takich zaś zespół już od dawna nie ma szczęścia. Niestety - przez prawie 9 minut dzieje się tu bardzo niewiele, zaś Kazik w tekście próbuje zmierzyć się ze swoją niewiarą. Jest to temat z potencjałem - wystarczy przypomnieć sobie żarliwe teksty w zupełnie innym duchu z czasów "Spalaj się!" czy "Mojego wydafcy". Co gorsza, tekst pełen kwiatków w rodzaju Niewiara jest dlatego/Że chciałbym to co mam lub Naprawię co zepsułem/Niejeden z nas/Na Boga czeka trujący gaz pozostawia niedosyt mimo kilku szczęśliwszych (o ile to dobre słowo w tym akurat kontekście) sformułowań.
"Hurra!" to więc płyta całkiem niezła, chyba najlepsza, jaką możemy dostać od dzisiejszego Kultu. Muzycznie dość bliska tego, do czego zespół nas przyzwyczaił. Tekstowo czasami niechlujna, czasem przegadana, lecz sporo na niej "przebłysków". Brzmieniowo - pozostawiająca trochę do życzenia. W kilku miejscach brakuje gitar, to znów w kilku innych miejscach, gdy aż prosi się, by dodać jeszcze mocy instrumentom dętym, nagle i one są schowane wśród innych dźwięków. Mimo wielu zastrzeżeń trzeba napisać, że Kult od bardzo dawna nie był tak blisko swojej wielkiej przeszłości. Ponieważ jest to pierwsza płyta po wyjściu zespołu na prostą, warto dać mu kolejny kredyt zaufania. Przekonuję się o tym coraz bardziej z każdym kolejnym przesłuchaniem.
PS. Niestety, trzeba napisać o idiotycznej polityce wydawniczej Sp. Records. Płyta wyprodukowana jest w taki sposób, że nie można posłuchać jej jako płyty audio w komputerze. Rzekomo ma służyć to obronie przed piratami, jednak jaka to obrona, gdy program do konwertowania plików audio do mp3 jako jedyny płytę niewidzialną dla komputera - zobaczył? Panowie - nie tędy droga, naprawdę.
|
najszerzej jak to...
Czytając liczne ...
ja to osobiście ...
Bardzo się ciesz...
spieszę donieś...
rozliczanie polit...
Proszę Pana, św...
wie Pan, naprawd...
Z pierwszej ręki...
casus późnego T...