How to Take a Payday Loan Payday loans Who can take a Payday Loan
Before you accept the loan Payday loans Related information

Brama Wjazdowa

U Bramy
Wartownicy
Souvenir

Wiza wjazdowa

Wędrowiec zapomniał hasła?
Wędrowiec zapomniał nazwę?
Wędrowiec chce założyć konto?

Najnowsze komentarze

Archiwum

PayPal

Dziękujemy Państwu za finansowe wsparcie Miasta

Kwota: 

Odsłon : 3309675
„Październikowe” wybory do Sejmu 1957 roku
Godziemba   

Po XX Zjeździe KPZR oraz śmierci Bieruta, przywódcy komunistyczni PRL zdawali sobie sprawę, że w nowej sytuacji politycznej należy zmienić sposób funkcjonowania Sejmu, którego kadencja kończyła się w listopadzie 1956 roku, oraz tryb jego wyłaniania. 23 kwietnia 1956 roku premier Cyrankiewicz w przemówieniu otwierającym VIII sesję Sejmu PRL wezwał posłów do większej aktywności, przyznając jednocześnie, iż w poprzednim okresie parlament jedynie zatwierdzał decyzje rządu.

W kwietniu 1956 roku dyrektor generalny Urzędu Rady Ministrów Stanisław Rozmaryn opracował notatkę dla członków Biura Politycznego KC PZPR, w której zaproponował uchwalenie przez sejm ustawy o trybie odwoływania posłów, którzy, zdaniem wyborców reprezentowanych przez Komitet Frontu Narodowego, nie wypełniają należycie swoich obowiązków. Ewentualne uchwalenie takiej ustawy pozwalało na pozbycie się z sejmu niewygodnych dla PZPR posłów. Rozmaryn wskazywał na duży efekt propagandowy takiej ustawy w kontekście zbliżających się nowych wyborów.1 Dawał bowiem teoretycznie ? gdyż sam wniosek o odwołanie mógł postawić tylko w pełni dyspozycyjny wobec partii Komitet FN ? ogółowi wyborców prawo ingerowania w sprawy, które przez ostatnie lata były dla obywateli niedostępne. Miało to stworzyć wokół wyborów do sejmu atmosferę otwartości wobec społeczeństwa.

Równocześnie prasa rozpoczęła przekonywać społeczeństwo, iż w pracach sejmu nastąpił przełom. W artykule ?Po sesji? zamieszczonym w ?Trybunie Ludu? starano się przedstawić sejm jako instytucję, która nie tylko istnieje, ale i działa. Wyeksponowano uchwalenie ustawy o amnestii oraz słowa jednego z posłów, że należy umożliwić włączenie się w życie tym, którzy chcą pracować dla PRL, nie przekreślając różnic politycznych. Szczególnie mocno podkreślono fakt, że społeczeństwo ma coraz więcej do powiedzenia w sprawach własnego kraju. Ten wpływ powinien się powiększać, a miejscem, w którym można wyrażać swoje opinie, niepokoje i troski powinien być sejm.2

W tym samym czasie w kręgach decydentów partyjnych rozpoczęła się dyskusja dotycząca zmian w ordynacji wyborczej. Planowane zmiany miały świadczyć o demokratyzacji i umacnianiu praworządności w kraju. Przewidywano zapewnienie wyborcom możliwości tajnego głosowania (wprowadzenie kopert i kotar w lokalach wyborczych) oraz obecność mężów zaufania w toku wyborów i ustalania ich wyników. Miała być podawana również liczba głosów oddanych na poszczególnych kandydatów. Te kosmetyczne zmiany nie zmieniały faktu, że głosujący byli pozbawieni możliwości wyboru, a ich wpływ na dobór kandydatów był całkowicie iluzoryczny. Jednak zapewnienie tajności głosowania pozwalało szermować hasłami o postępującej demokratyzacji ustroju.

Władze usiłowały sterować nastrojami społecznymi, jednak coraz szersze rewindykacje swobód społecznych pokazały, że kosmetyczne zmiany są niewystarczające, a frazesy z referatu przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Narodowego Aleksandra Zawadzkiego o największej sile jednoczącej jaką jest miłość do ojczyzny i podniesieniu roli bezpartyjnych w rządzeniu zupełnie rozmijały się z nastrojami społecznymi. Biuro Polityczne musiało zmienić strategię działania, w końcu sierpnia powołano komisję KC, która na początku września przedstawiła nowy wariant zmian ordynacji wyborczej. Przewidywał on dopuszczenie większej liczby kandydatów niż posłów z danego okręgu, przy czym głos oddany bez skreśleń był oddany na kandydatów umieszczonych na liście na pierwszych miejscach. Wprowadzenie instytucji miejsc mandatowych doskonale zabezpieczało władze komunistyczne przed niespodziankami wyborczymi. Front Narodowy miał zadbać o to, aby na miejscach mandatowych umieszczono tych kandydatów, którzy powinni znaleźć się w sejmie.

 

 

Istotną kwestią był termin wyborów. Na wspólnym posiedzeniu BP KC PZPR i Sekretariatu KC 21 kwietnia 1956 roku ustalono, że wybory odbędą się 16 grudnia. 24 września 1956 roku Rada Państwa oficjalnie wyznaczyła datę wyborów na 16 grudnia i ogłosiła kalendarz wyborczy. Dzień wcześniej ukazał się w „Trybunie Ludu” artykuł podsumowujący prace sejmu I kadencji. Zwracał on uwagę, że nowa kadencja musi zdecydowanie różnić się od obecnej. Dotychczas sejm ograniczał się do biernego akceptowania decyzji organów wykonawczych, w 1955 roku uchwalił jedną ustawę!3 Z drugiej strony piętnowano system kilku list wyborczych, który przedstawiano jako krok wstecz w walce o pogłębianie demokratycznego charakteru ustroju.4

Ogłoszenie terminu wyborów zaktywizowało także KC PZPR. I sekretarz KC Edward Ochab, 5 października na naradzie I sekretarzy komitetów wojewódzkich, zaakceptował propozycję większej liczby kandydatów niż mandatów oraz zwiększenie ilości kandydatów z rodowodem robotniczym, przy ograniczeniu liczby działaczy szczebla centralnego. Równocześnie jednak, z uwagi na słabe przygotowanie organizacji terenowych, opowiedział się za przełożeniem wyborów na styczeń 1957 roku.

Do zwrotu doszło dopiero na posiedzeniu BP – już z udziałem Gomułki – 17 października 1956 roku, kiedy to podjęto decyzję o przełożeniu terminu wyborów na 20 stycznia 1957 roku. Wybory zostaną przeprowadzone w oparciu o nową ordynację wyborczą, która pozwala ludziom wybierać, a nie tylko głosować. (…) Ten kandydat, który cieszyć się będzie największym zaufaniem, zostanie wybrany. Kto nie posiada szerokiego zaufania wyborców, rzecz jasna, do przyszłego Sejmu nie wejdzie – obiecywał nowy I sekretarz KC Władysław Gomułka.5 Były to obietnice bez pokrycia, gdyż najbliższa przyszłość pokazała, iż ekipie Gomułki nigdy nie zależało na jakiejkolwiek zmianie zasad demokracji ludowej.

Ostatecznie ordynacja wyborcza została zatwierdzona przez sejm na ostatniej sesji 24 października. Większość artykułów nie różniła się nawet numeracją od ordynacji z 1952 roku. Zmianie uległy jedynie artykuły dotyczące maksymalnej liczby zgłoszonych kandydatów, nie licząc kosmetycznych zmian dotyczących tajności głosowania i szerszego dostępu obywateli do prac komisji wyborczych. Art. 60 ustawy stwierdzał, iż w przypadku niejednoznacznego wyboru listy, głos uważa się za oddany na kandydatów z tej listy, która została wydrukowana na karcie jako pierwsza. Nie nakładano więc na wyborcę obowiązku wyboru – mógł on oddać głos bez skreśleń i nie powodowało to jego nieważności. Instytucja „miejsc mandatowych” uprzywilejowywała kandydatów umieszczonych na pierwszych miejscach. Ten sam przepis dotyczył sytuacji z kilkoma listami.

Nowe kierownictwo partii potrzebowało poparcia Kościoła, stąd też pojawił się pomysł wciągnięcia na listy wyborcze reprezentacji środowiska skupionego wokół „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”, które w oświadczeniu z 23 października wyraziło pełne poparcie dla nowego kierunku w polityce wewnętrznej partii, który ma opierać się na pogłębieniu demokratyzacji życia politycznego.6 Do pierwszych rozmów między przedstawicielem PZPR Władysławem Bieńkowskim a reprezentantami wspomnianej grupy doszło 24 października 1956 roku. W ich trakcie Bieńkowski zaproponował przyznanie grupie pięciu miejsc w sejmie i jednego w Radzie Państwa.

Po uzyskaniu akceptacji uwolnionego właśnie prymasa Wyszyńskiego, grupa spotkała się 31 października z Gomułką, który wyraził zgodę na reaktywowanie dawnego „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”. Zaaprobował także istnienie ruchu klubowego, po przystąpieniu Ogólnopolskiego Klubu Inteligencji Katolickiej do prezydium Ogólnopolskiego Frontu Jedności Narodu. I sekretarz zgodził się także na wysunięte kandydatury do sejmu: Stefana Kisielewskiego, Jerzego Zawieyskiego, Zbigniewa Makarczyka, Stanisława Stommy i Andrzeja Gładysza.

25 grudnia w pierwszym (po wznowieniu) numerze TP w artykule „Dwugłos o idealizmie i realizmie w Polityce” Stanisław Stomma i Stefan Kisielewski postulowali wbrew uzasadnionym zresztą oporom psychicznym naszego społeczeństwa szerzyć jak najsilniej ideę szczerego i świadomego sojuszu ze Związkiem Radzieckim i krajami demokracji ludowej oraz pełnej solidarności z całym blokiem wschodnim oraz wbrew faktowi, że większość ludzi w Polsce to nie są ani marksiści, ani socjaliści, szerzyć wśród nich przekonanie, że odejście od form gospodarki socjalistycznej również ściągnęłoby na Polskę nieobliczalną katastrofę i że jedyną w tej chwili możliwą drogą jest zarysowana przez Gomułkę droga naprawy, przekształcenia i ulepszenia socjalizmu.7 Koncepcja Kisielewskiego i Stommy zmierzała więc do dokonania przemian w świadomości politycznej tych grup społeczeństwa polskiego, które były socjalizmowi niechętne lub wręcz wrogie. Nie negowali przy tym kierowniczej roli partii i przyjmowali dla swej aktywności wynikające z tego faktu ograniczenia.

Po „przełomie październikowym” dopiero w końcu listopada doszło do spotkania kierownictwa PZPR z przedstawicielami „sojuszniczych” stronnictw politycznych. Były już I sekretarz KC Edward Ochab wystąpił na nim z propozycją powołania nowej organizacji do ustalania wspólnej listy wyborczej do sejmu. Zdaniem mówcy Front Narodowy nie jest w stanie sprostać stojącym przed nim zadaniom w nowej sytuacji politycznej, dlatego też należałoby wrócić do formy bloku wyborczego, podobnego do tego z 1947 roku. Blok ten powinna firmować nowa organizacja – Front Jedności Narodu. Ochab uznał także za celowe zwiększenie liczby posłów bezpartyjnych oraz działaczy katolickich, co miało zwiększyć aprobatę społeczną dla nowo wybranego parlamentu. Równocześnie zdecydowanie przeciwstawił się wysuwaniu „dzikich” list przez jednostki terenowe, wskazując, iż chociaż ordynacja wyborcza dopuszcza istnienie wielu list, lecz to my interpretujemy ustawy w naszym ludowym państwie. Spowodowane to było ujawnieniem się niezbyt lojalnej postawy niektórych terenowych organizacji Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, co uzmysłowiło komunistom konieczność jeszcze ściślejszego nadzoru nad sposobem zgłaszania kandydatów na posłów.

W końcu listopada przedstawiono propozycję klucza składu procentowego kandydatów na posłów na miejsca mandatowe i pozamandatowe. 456 miejsc mandatowych miało zostać podzielonych następująco: PZPR - 54%, ZSL - 24%, SD - 7%, kandydaci bezpartyjni - 15% - w tym 2% - kandydaci organizacji katolickich. W porównaniu z sejmem I kadencji o 10% zmniejszony został udział posłów PZPR na rzecz członków ZSL i kandydatów bezpartyjnych. Oprócz aspektu propagandowego fakt ten nie miał żadnego znaczenia, gdyż kandydaci byli wcześniej konsultowani przez komisje porozumiewawcze i jeszcze dodatkowo aprobowani przez KC PZPR. Podobne znaczenie miało umieszczenie na miejscach mandatowych 5 tzw. niezależnych kandydatów katolickich. Dla kierownictwa partii komunistycznej niewiadomą pozostawało ich zachowanie w przyszłym sejmie, jednak ich lojalna postawa w czasie październikowych wydarzeń oraz poparcie udzielone PZPR po VIII plenum dawały nadzieję na poprawne stosunki. Wprowadzenie ich do sejmu miało umocnić w społeczeństwie wizję poprawy stosunków państwa z Kościołem.

Ostatecznie na listach wyborczych znalazło się 723 kandydatów rywalizujących o 459 mandatów, wśród nich 114 bezpartyjnych. Tylko 83 spośród nich zasiadało w sejmie poprzedniej kadencji, co było ewenementem w dziejach PRL-owskiego „parlamentaryzmu”.

Na wspólnej liście FJN zabrakło miejsca dla kandydatów PAX i ZBoWiD. Pierwsi skompromitowali się w oczach Gomułki poparciem dla Natolina, a próba rejestracji „dzikiej” listy PAX w Wieluniu została storpedowana przez komisję wyborczą. ZBoWiD zaś postrzegany był jako organizacja częściowo opanowana przez elementy rewindykacyjne, wywodzące się ze środowiska byłych żołnierzy AK.

29 listopada 1956 roku na naradzie aktywu społeczno-politycznego, Gomułka przedstawił program partii u progu kampanii wyborczej. Podkreślając, że niepodległość i suwerenność kraju zależy od panującego w nim ustroju socjalistycznego i „przyjaźni” ze Związkiem Sowieckim – gwarantem polskich granic, zaznaczył dobrą wolę partii w stosunku do Kościoła katolickiego, a jako przykład podał uwolnienie prymasa Wyszyńskiego, umożliwienie hierarchii kościelnej i całemu duchowieństwu pełnej swobody działalności religijnej oraz udział przedstawicieli organizacji katolickich w pracach parlamentu. Broniąc koncepcji jednej listy wyborczej, przeciwstawiał demokrację parlamentarną II RP „sprawiedliwej” socjalistycznej demokracji PRL.8 Poparcie dla programu PZPR utożsamiał z poparciem dla wolnej, niepodległej i suwerennej Polski.

Przemawiający w imieniu działaczy katolickich Jan Frankowski poparł program zawarty w przemówieniu Gomułki, stwierdzając, że jest to jedyny możliwy program zgodny z polską racją stanu. Katolicy polscy pozytywnie oceniają przełom październikowy, gdyż przełom ten rodzi poszanowanie i szacunek dla ludzi o odmiennych przekonaniach i przyjmujących inne założenia filozoficzne. Dlatego postępowi katolicy polscy, którym leży na sercu kontynuowanie przemian październikowych, winni poprzeć listę Frontu Jedności Narodu.9

W wytycznych Wydziału Propagandy i Prasy KC PZPR z grudnia 1956 roku podkreślano, iż walka o oczyszczenie socjalizmu z wypaczeń ubiegłego okresu podjęta przez partię bywa często nadużywana do walki przeciw partii. Musimy więc z tym większym naciskiem wyjaśniać masom, że Polska Zjednoczona Partia Robotnicza miała nie tylko odwagę zdania sprawy narodowi z tego, co było złe, nie tylko rozpoczęła odnowę całego życia – ale ma dość sił, aby do końca naprawić zło, obronić przed atakiem reakcji niezaprzeczalne zdobycze socjalistycznego budownictwa w Polsce, rozwijać je i wraz z całym narodem zbudować ustrój socjalistyczny odpowiadający polskim warunkom. Nie można więc było dopuścić do władzy sił kontrrewolucyjnych, które pragnęłyby zepchnąć nasz kraj na tory demokracji burżuazyjnej, na tory restauracji kapitalizmu. Innym bardzo ważnym celem kampanii miał być wzrost ufności do naszej partii.10

14 grudnia 1956 roku opublikowano odezwę FJN, w której zbliżające się wybory zostały przedstawione jako pierwsze w pełni demokratyczne w nowym okresie istnienia PRL, zaś FJN jako organizację reprezentującą wszystkie postępowe siły społeczne podejmujące walkę o przebudowę w myśl zasad październikowego przełomu.11 Jako cel kampanii wyborczej wskazano walkę o suwerenny sejm i jawność życia politycznego, z drugiej jednak strony stwierdzono, że swoboda dyskusji i krytyki może mieć miejsce tylko w granicach określonych podstawowymi interesami Ludowego Państwa.12

Odezwa miała ugruntować w społeczeństwie przekonanie, że program FJN jest jedynym, jaki przyjąć mogą ludzie, którym leży na sercu dobro Ojczyzny. Jeśli jesteś za postępem i przemianami, suwerennością i niezależnością kraju, poprzyj program FJN – to hasło zdominowało propagandę w trakcie kampanii wyborczej.

Mimo zabezpieczeń administracyjnych, które miały zapewnić władzom „spokojny sen”, podczas kampanii dochodziło do incydentów, spośród których, oprócz pojawiających się haseł antysemickich, najpoważniejszy miał miejsce w województwie opolskim w skupiskach ludności autochtonicznej. Wobec groźby bojkotu ze strony tej części ludności, proponowano zaliczyć jako uprawnionych do głosowania tylko tych, którzy udział w głosowaniu wezmą. Pozwoli to uniknąć nadmiernego spadku frekwencji (np. w okręgu Wałbrzych, Koźle, Opole mogło to grozić powtórzeniem wyborów). Powyższa propozycja wskazuje na jeden ze sposobów, przy których pomocy komuniści zamierzali zapewnić sobie sukces wyborczy wszędzie tam, gdzie hasła FJN i nowy wizerunek PZPR w społeczeństwie nie były dostatecznie popierane.

Kampania wyborcza w niczym nie przypominała poprzedniej z 1952 roku. Wiele zebrań wyborczych miało burzliwy i niekontrolowany przebieg; dochodziło do licznych tarć a nawet otwartych konfliktów między kandydatami PZPR i ZSL – obie strony wzywały do skreślania konkurentów z list wyborczych. Raporty o przebiegu kampanii pełną są doniesień o wrogich, antypartyjnych czy antykomunistycznych wystąpieniach, kwestionujących dorobek 12-lecia, prawo PZPR do sprawowania władzy, szkalujących ZSRS. Ton kampanii był na tyle gwałtowny, że niektórych faktów nie mogła ignorować nawet prasa partyjna. I tak na przykład „Trybuna Ludu” relacjonowała zebranie w łódzkich Zakładach Przemysłu Bawełnianego im. Marchlewskiego, w trakcie którego w obecności Romana Zambrowskiego jeden z mówców domagał się, by zamiast Frontu Jedności Narodu każda partia oddzielnie występowała w wyborach. Inny znów (…) usiłował w sposób demagogiczny dokonać podziału miedzy tow. Gomułką a innymi członkami kierownictwa.

Wszystko wskazuje, iż władze nie spodziewały się tak burzliwego przebiegu kampanii. Pod wpływem doniesień napływających z terenu, na początku stycznia 1957 roku zaczęto poważnie obawiać się, że w wyborach może „przepaść” znaczna część kandydatów wysuniętych przez PZPR.

W tej sytuacji zintensyfikowano kampanię propagandową, a kierownik propagandy KC Andrzej Werblan w wywiadzie opublikowanym na początku stycznia 1957 roku, potępiając te negatywne zjawiska, stwierdził: to, co członkowie partii przygotowują w kampanii wyborczej, nazwać można ogólnonarodowym plebiscytem za władzą ludową, za socjalizmem wolnym od wypaczeń i błędów, za suwerenną Polską.13 Po raz pierwszy publicznie stwierdzono, że kierownictwo partii chce nadać tym wyborom formę plebiscytu, a głosowanie miało świadczyć o stosunku społeczeństwa do przemian październikowych i być swoistym miernikiem nastrojów społecznych.

9 stycznia kandydat na posła z prawobrzeżnej Warszawy, Władysław Gomułka na spotkaniu z wyborcami w Warszawskich Zakładach Przemysłu Odzieżowego stwierdził, że wprawdzie nikt nie zadał mi pytania, na kogo należy głosować, lecz niech mi będzie wolno podzielić się z Wami własnym poglądem w tej sprawie i ze stanowiskiem kierownictwa partii. Głosujcie na pierwszych kandydatów. Oddawajcie kartki wyborcze bez skreśleń (…). Do członków naszej partii i wszystkich jej sympatyków zwracam się z wezwaniem: Nie skreślajcie żadnego kandydata Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.14 Jak widać I sekretarz agitował za zlikwidowaniem wszelkiego współzawodnictwa wyborczego nawet w obrębie jednej zgłoszonej listy. Kierownictwo partii chciało doprowadzić do sytuacji, w której akt wyborczy kończył się w momencie układania list kandydatów.

Jednak mimo ostrej selekcji kandydatów na posłów, zdarzały się takie wystąpienia jak Bolesława Drobnera, który domagając się zdecydowanego rozliczenia winnych zbrodni, wspomniał także, iż kto stał w naszym kraju na straży obcych interesów musi odejść, choćby miał piękne nazwisko. Z ZSRR będziemy iść pod rękę, ale nigdy za rękę. Zaprosił także do prezydium Józefa Putka, działacza ludowego, któremu komisja wyborcza odmówiła rejestracji niezależnej listy wyborczej. Putek potępił rządy PZPR i wyraził przekonanie, iż społeczeństwo polskie nie może być społeczeństwem baranów, które dadzą się zapędzić tam, gdzie się znajdować nie chcą. Dlatego też wezwał do bojkotu wyborów lub skreślenia wszystkich kandydatów – wtedy wybory zostaną powtórzone z nowymi kandydatami.

W odpowiedzi na te zdarzenia 10 stycznia 1957 roku Komisja Porozumiewawcza Stronnictw Politycznych podjęła uchwałę, w której podkreślono, iż niektórzy kandydaci na posłów w toku akcji wyborczej posługują się nielojalnymi chwytami wobec kandydatów sojuszniczych stronnictw i demagogicznymi obietnicami obliczonymi na ludzką naiwność i łatwowierność wyborców. Niektórzy kandydaci w obawie o swą fałszywie rozumianą popularność nie przeciwstawiają się w akcji wyborczej wrogim, a nawet prowokacyjnym wypowiedziom. Potępiając stanowczo tego rodzaju metody w akcji wyborczej – polecamy komisjom porozumiewawczym stronnictw w całym kraju, aby przeciwdziałały nielojalnemu postępowaniu kandydatów na posłów, a w razie konieczności – zgodnie z przepisami prawa – wycofały do dnia 17 stycznia bm – z listy Frontu Jedności Narodu takich kandydatów, którzy wykazali słabość charakteru, brak odpowiedzialności za swoje postępowanie oraz nie przestrzegali zasad programu Frontu Jedności Narodu i dyscypliny obowiązującej członków stronnictw politycznych.15

W wyniku tej uchwały usunięto z list kilku kandydatów ZSL, jednak najbardziej spektakularny przypadek dotyczył członka PZPR, b. premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego, który krytykując PPR, że nie stanowiła reprezentacji narodu i klasy robotniczej, opierała się na sile Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej, domagał się reaktywowania PPS jako jedynej rzeczywistej siły reprezentującej interesy klasy robotniczej.16

W dalekopisie Sekretariatu KC PZPR z 8 stycznia 1957 roku do pierwszych sekretarz KW i KP wskazano, iż agitację ze strony członków partii przeciwko partyjnym kandydatom należy traktować jako wystąpienie przeciw partii i musi być zwalczana środkami organizacyjnymi, aż do wydalenia z partii włącznie, a w prasie należy bezwzględnie zaniechać bezpośredniej lub pośredniej agitacji za skreślaniem nawet w formie ogólnych apeli o .17

Raporty KG MO dowodziły, iż tylko w grudniu 1956 roku zanotowano 62 wrogie wystąpienia przeciwko kandytom na posłów, w szczególności członkom PZPR. I tak w Łodzi studenci zorganizowali masówkę na Politechnice, żądając umieszczenia na liście kandydatów przedstawicieli Politechniki oraz skreślenia z listy tow. Tatarkówny (I sekretarz KW PZPR) oraz tow. Zambrowskiego. Podobne wiece zorganizowali studenci z Trójmiasta oraz Opola. W Słupsku protestowano w związku z nieumieszczeniem na liście kandydatów lokalnego działacza.18 W ulotce rozpowszechnianej w Katowicach napisano: Do góry wyciągnięto z lamusa dawnego kolegę komunistę Gomułkę. Naród polski nie pójdzie na ten lep. Przy wyborach przekreśl na karcie wszystkich kandydatów.19

„Wiesław” powtórzył wezwanie do głosowania bez skreśleń także na kolejnym spotkaniu przedwyborczym 14 stycznia w Sali Kongresowej PKiN, gdzie dodatkowo zaznaczył, że w wyborach nie chodzi o to, czy rząd ludowy i nasza partia wespół z innymi partiami Frontu Jedności Narodu nadal utrzymają władzę. Rewolucyjna partia klasy robotniczej, jaką jest PZPR, nigdy nie odda władzy reakcji i restauratorom kapitalizmu w Polsce. Każda inna władza dla ludzi pracy byłaby wielokroć gorsza od najgorszej władzy ludowej.20 Było to oficjalne stwierdzenie, ż PZPR nie zamierza liczyć się z wynikami wyborów, gdyby te były dla partii niepomyślne.

W swej propagandzie przedwyborczej „Tygodnik Powszechny” zajmował lojalną postawę wobec władz PZPR. W artykule wstępnym poprzedzającym wybory napisano: W dniu wyborów przed obywatelem stoją zasadnicze i proste pytania: Czy głosować? I na kogo głosować? (…) Czy głosować? Odpowiedź może być tylko jedna. Tak. Dlaczego? Bo wybory obecnie są czymś w rodzaju referendum czy Polacy zajmować mają czynne stanowisko polityczne w nowej sytuacji naszego kraju. (…) Pytanie drugie: na kogo głosować? Nie zamierzamy tu przeprowadzać agitacji przedwyborczej, określamy tylko stanowisko naszego zespołu. Faktem podstawowym jest, że większość na listach poselskich stanowią członkowie partii, podczas gdy duża większość wyborców do partii nie należy. Pisaliśmy już, że w obecnym konkretnym układzie stosunków czynnikiem kierowniczym jest i musi być Partia. Kierownictwo Partii umiało w październiku złączyć się ze społeczeństwem, nakreśliło realny program naprawy gospodarczej, ma możność wprowadzenia w czyn tego programu, zapewnia nam sojusz ze Związkiem Radzieckim. 21 Tak więc choć „Tygodnik Powszechny” nie popierał jednoznacznie apelu Gomułki o głosowanie bez skreśleń, jednak sam sposób przedstawiania dokonań PZPR w ostatnim okresie sugerował, że należy zaufać jej przywódcy. Takie stanowisko tygodnika spotykało się z krytyką, czego dowodem jest rozpowszechniana w Krakowie ulotka formułująca żądania katolików, w której napisano: Niech rząd przestanie popierać katolików postępowych", nikomu nie wolno dzielić katolików na postępowych i niepostępowych. Bo to prowadzi do rozłamu. To jest robota dywersyjna. Katolik ma być katolikiem, nie mniej, nie więcej. Katolik postępowy” nie jest żadnym katolikiem.22

Cena, jaką partia zapłaciła za to poparcie, nie była wysoka. Dopuszczenie katolików zgrupowanych wokół „Tygodnika Powszechnego” do udziału w wyborach nie tylko nie zakłóciło kampanii wyborczej, ale wręcz pomogło w kreowaniu nowego obrazu partii w społeczeństwie. Tym bardziej, że lojalność katolickich kandydatów na posłów było większa, niż niektórych działaczy PZPR.

Wobec obaw co do frekwencji wyborczej władze komunistyczne odwołały się do autorytetu Kościoła katolickiego. 14 stycznia 1957 roku premier Cyrankiewicz spotkał się z prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim, w trakcie spotkania poprosił o poparcie Kościoła dla wezwań o powszechny udział w wyborach. Prymas zdecydował przychylić się do tej prośby i jeszcze tego samego dnia Episkopat wydał następujące oświadczenie (opublikowane w prasie 16 stycznia): Niedziela 20 stycznia jest w Polsce dniem powszechnych wyborów do Sejmu. Katolicy-obywatele mają w tym dniu spełnić swój obowiązek sumienia wzięcia udziału w głosowaniu. Duchowieństwo katolickie tak pokieruje nabożeństwami, by wszyscy wierni mogli bez przeszkód spełnić swoje obowiązki religijne i obowiązek wyborów.23

Głosowanie bez skreśleń w ostatnich dniach kampanii stało się głównym wątkiem całej propagandy, która uderzała w coraz bardziej histeryczne tony. Zupełnie wyraźnie rysował się szantaż – przegrana oficjalnych, „mandatowych” kandydatów miała za sobą pociągnąć odejście od programu i dotychczasowych dokonań polskiego października. 19 stycznia, na dzień przed wyborami, Gomułka w wystąpieniu radiowym ostrzegając przed konsekwencjami skreślania kandydatów partyjnych, dawał do zrozumienia, że tylko rządy komunistyczne stanowią gwarancję istnienia Polski jako państwa suwerennego i niepodległego. Wezwanie do skreślania kandydatów PZPR z kart wyborczych jest równoznaczne – ostrzegał I sekretarz – nie tylko z wezwaniem do przekreślania socjalizmu w Polsce. Skreślanie kandydatów naszej partii – to przekreślenie niepodległości naszego kraju, to skreślenie Polski z mapy państw europejskich.24

20 stycznia 1957 wedle oficjalnych danych w głosowaniu wzięło udział 94,1% uprawnionych, a na listę FJN padło 98,05% głosów. Tylko w jednym przypadku, w okręgu nr 37 obejmującym Nowy Sącz, trzeba było zarządzić wybory uzupełniające, gdyż jeden z trzech kandydatów nie uzyskał absolutnej większości głosów. Instytucja „miejsc mandatowych” spełniła swój cel – pozbawiła osoby umieszczone na dalszych miejscach jakichkolwiek szans. Dobrze ilustruje tę sytuację klęska w Warszawie „ludowego trybuna października” Lechosława Goździka.

Regułą były słabsze wyniki kandydatów PZPR (87,95%) niż SD (90,8%), ZSL (89,17%), nie mówiąc o bezpartyjnych (94,26%). Wyjątkiem był oczywiście Gomułka, który kandydując w Warszawie uzyskał 99,44% głosów oraz jego najbliżsi współpracownicy: Marian Spychalski (97,9%) i Ignacy Loga-Sowiński (94,7%).

Tak wysoka frekwencja i poparcie dla FJN muszą budzić uzasadnione wątpliwości. Jedną z istotnych poszlak wskazujących na „podrasowanie” wyników wyborów jest telefonogram ministra spraw wewnętrznych z 18 stycznia 1957 roku, zakazujący komendantom wojewódzkim MO przekazywania do centrali pisemnych informacji o frekwencji wyborczej.25 Brak pisemnych śladów zawsze ułatwia fałszerstwo, jednak jego skala na pewno nie przypominała wyborów ze stycznia 1947 roku. Rzucony na szalę autorytet Gomułki, jego mit bohatera narodowego z październikowych dni, męża opatrznościowego, który poprowadzi Polskę właściwą drogą, w umysłach wielu ludzi przeważyły nad dążeniami do pluralizmu i swobód obywatelskich.

Styczniowe wybory były kluczowym etapem w procesie konsolidacji popaździernikowej władzy. Masowe poparcie udzielone Gomułce wzmocniło jego pozycję w PZPR i w stosunku do Kremla. Nic więc dziwnego, iż w liście BP KC PZPR do wszystkich instancji partyjnych z lutego 1957 roku z dumą podkreślano, iż naród wykazał zrozumienie intencji głosowania bez skreśleń i odpowiedział na apel partii z wyjątkową, bezprzykładną jednomyślnością. Naród odpowiedział – w atmosferze nieskrępowanej dyskusji i wolności wyborów pójściem do urn wyborczych i głosowaniem bez skreśleń. Naród wyraził w ten sposób przekonanie, że tylko nasza partia wespół z pozostałymi stronnictwami demokracji ludowej może sprawować kierownictwo polityczne kraju, że tylko polska socjalistyczna, połączona sojuszem na zasadach solidarności i równości praw z innymi państwami socjalistycznymi, a w pierwszym rzędzie ze Związkiem Radzieckim, może figurować na mapie Europy jako państwo niepodległe i suwerenne.26

W notatce Departamentu Stanu z połowy stycznia 1957 roku podkreślono, iż jakkolwiek wybory w Polsce nie będą wolne, to polski obywatel będzie miał możliwość albo poprzez zbojkotowanie wyborów, albo skreślanie kandydatów PZPR, zamanifestowania swojego niechętnego stosunków do rządów Gomułki. Nie jesteśmy w stanie ocenić, w jakim stopniu wyniki wyborów zostaną prawidłowo obliczone i podane do publicznej wiadomości. (…) O ile w przeszłości komunistyczne wybory były jedynie probierzem lojalności wobec reżimu, o tyle rząd Gomułki w tych wyborach wysuwa pewien program, który elektorat może przyjąć lub odrzucić. (…) Jeżeli gomułkowska władza odniesie sukces, będzie to pierwszy przypadek, że komunistyczny rząd otrzymuje na drodze wyborczej coś zbliżonego do społecznego poparcia. Progomułkowskie głosowanie miałoby także wpływ na sytuację w Europie Wschodniej, sprzyjając ewolucji w kierunku mniej represyjnych reżimów w innych krajach regionu.27

Argumentację tę powtórzył 23 stycznia 1957 roku amerykański sekretarz stanu John Foster Dules w rozmowie z ambasadorem RFN w Waszyngtonie stwierdzając, iż jest całkiem zadowolony z wyniku polskich wyborów. Polacy otrzymali małą dawkę wolności, która rozbudzi ich apetyt, ten proces będzie się rozwijał. Dodał także, że Stany Zjednoczone chciałyby, aby polski model stał się inspiracją dla innych krajów sowieckiego bloku.28 Opinię tę podzielała Sekcja Polska Radia Wolna Europa oraz paryska „Kultura”. Zupełnie inne stanowisko reprezentowali „niezłomni” z Londynu oraz Stanów Zjednoczonych.

Taktyka gomułkowskiego kierownictwa, polegająca na maksymalnym wykorzystaniu kredytu zaufania społeczeństwa, okazała się skuteczna. Rozszerzenie faktycznej popularności Gomułki i niektórych jego współpracowników na cały aparat władzy „omamiły” społeczeństwo. Szerokie reklamowanie „zdobyczy października” oraz straszenie konsekwencjami ewentualnej porażki wyborczej komunistów także zrobiły swoje. Jednak eksplozja politycznej aktywności społeczeństwa, które częściowo wyrwało się z mechanizmów odgórnej kontroli, była tak wielka, że przerosła wszelkie kalkulacje nowego kierownictwa PZPR, zmuszając je do panicznego zwrotu w ostatnim okresie kampanii wyborczej. Na podobne wydarzenia trzeba będzie czekać aż do 1980 roku.



1 Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957. Wybór dokumentów, Warszawa 2000, s. 34.

2 „Trybuna Ludu”, nr 223 z 11.08.1956 r.

3 „Trybuna Ludu” nr 268 z 24.09.1956 r.

4 „Trybuna Ludu” nr 280 z 7.10.1956 r.

5 VIII Plenum KC PZPR, „Nowe Drogi” 1956, nr 10, s. 45.

6 J. Karpiński, Porcja wolności, Warszawa 1989, s. 104.

7 „Tygodnik Powszechny”, nr 1 z 25.12.1956 r.

8 „Trybuna Ludu” nr 334 z 30.11.1956 r.

9 Ibidem.

10 Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957, op. cit. s. 54-55.

11 „Trybuna Ludu” nr 345 z 14.12.1956 r.

12 Ibidem.

13 „Trybuna Ludu” nr 6 z 7.01.1957 r.

14 „Trybuna Ludu” nr 9 z 10.01.1957 r.

15 „Trybuna Ludu” nr 9 z 10.01.1957 r.

16 Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957, op. cit., s. 150.

17 Ibidem, s. 125.

18 Ibidem, s. 85-86.

19 Ibidem, s. 113.

20 „Trybuna Ludu” nr 14 z 15.01.1957 r.

21 „Tygodnik Powszechny” nr 3 z 20.01.1957 r.

22 Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957, op. cit., s. 159.

23 P. Raina, Stefan Kardynał Wyszyński, t. II, Londyn 1986, s. 150-151.

24 W. Gomułka, Przemówienia. Październik 1956-wrzesień 1957, s. 212-213.

25 Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957, op. cit., s. 189.

26 Ibidem, s. 252.

27 Ibidem, s. 305-306.

28 A. Mania, The National Security Council i amerykańska polityka wobec Europy Wschodniej w latach 1945-1960, Kraków 1994, s. 154.

Wybrana bibliografia:

Paweł Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993.

Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957. Wybór dokumentów, Warszawa 2000.

J. Karpiński, Porcja wolności, Warszawa 1989.

R. Terlecki, Miecz i tarcza. Historia aparatu bezpieczeństwa w Polsce 1944-1990.

P. Raina, Stefan Kardynał Wyszyński, t. II, Londyn 1986.

A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989.

A. Micewski, Współrządzić czy nie kłamać? PAX i Znak w Polsce 1945-1976, Paryż 1978.

A. Mania, The National Security Council i amerykańska polityka wobec Europy Wschodniej w latach 1945-1960, Kraków 1994.

Historia Sejmu polskiego, t. 3: Polska Ludowa, Warszawa 1989.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
+/- Komentarze
Szukaj RSS

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."