|
Roman Misiewicz
|
|
znów pragnę uciec / wracają do mnie / wspomnienia moich odwrotów / te wszystkie głupie rejterady / a może ja noszę w sobie tytusie / czarną pestkę / która domaga się abym ją wciąż przesadzał / z miejsca na miejsce / która nawet gdy się ją wyrwie / zostawia po sobie białe drobne korzonki / wnikające w ciało jak robaczki / pachnące jak pleśń która pokrywa świeże drewno sosny / i która wywołuje ten siny ból / w brzuchu i jądrach / co dławi ale zarazem przybliża mnie do tych wszystkich miejsc które odwiedzałem w dzieciństwie / ona i teraz / czuję / odradza się / i znów daje o sobie znać / ta mała gnijąca pestka / łaskocząca w stopy / rozwierająca nozdrza / zmuszająca by / łowiły cień jej wilgotnego zapachu / i jego śladem ciągnie całe ciało / w przestrzeń / spragniona nowych doznań / może ja wcale jej nie przenoszę / tylko podążam za nią jak za czymś / nieznanym co utraciłem / a może nie / może ona właśnie pragnie się wyrwać / z tego mrocznego labiryntu / pełnego studziennych pogłosów / dźwięków przesuwanych mebli / jęków / i pomieszanych języków / tego miejsca w którym jest / zresztą / nieważne jak naprawdę jest / bo tym razem wiem / i tak / nie umknę / nie pociągnie mnie ona / ze sobą / teraz będzie inaczej / nadeszła właśnie ta chwila / której zawsze się obawiałem / to mroczne poczucie / że nie znajdę żadnej drogi / ucieczki / że jestem przegraną / przykutą do głazu / na kamienistym szczycie / wśród mżącego deszczu istotą / zupełnie bezsilny / niezdolny aby się jeszcze raz poderwać / nie zbiegnę więc / wycieńczony ciągłymi dezercjami / które i tak nic nigdy nie dały / oprócz krótkiego zachłyśnięcia się eterycznym powietrzem / w końcu / przecież i tak zawsze potem wracam do punktu wyjścia tytusie / więc po co / to wszystko / tak / tym razem zostanę / czy po to aby stoczyć walkę / nie wiem / w końcu prawdopodobnie będę musiał ją stoczyć / najpierw oczekiwać na tego / który przybędzie / tym straszliwszy że znam jego twarz / choć nie rozumiem czynów i słów / a potem mu ulec po wyniszczających zmaganiach / uważasz że coś mi to / pomoże kiedy się będę zdrowo odżywiał / jedzenie nie doda mi sił / wręcz przeciwnie osłabi / noszę swój odwłok jak żuk pancerny / tak obecnie właśnie wyglądam z tymi przebierającymi bezradnie łapkami / właśnie jak żuk o białej maści przewrócony na grzbiet / od jedzenia kruszą mi się zęby i rośnie warstwa po warstwie sterta odpadków na podłodze w moim wozie /
kiedy zrezygnowałem z ucieczek / nagle zdałem sobie sprawę / że przynależę do gatunku tych brzuchaczy / od których umykałem jako dziecko / którymi tak pogardzałem / obnoszących się ze swymi garłaczami i / wojennymi bębnami / teraz nie tylko przybrałem ich wygląd ale nawet usiłuję zachowywać się tak jak oni / choć mam świadomość że ich nie da się przechytrzyć / bowiem mimo rozpaczliwych prób mimikry / cały czas przebywam poza ich społecznością / jest w moim zachowaniu coś innego / niezrozumiałego nawet dla mnie / czego nie umiem zmienić / a którą to inność / oni wyczuwają bezbłędnie / może jest nią to znudzenie którego wciąż doznaję / a może tęsknota za drogą / im osiadłym obca / a może to jest / jeszcze coś innego / tak czy owak / okazałem się nagle półkrwi żarłaczem / półkrwi obcym / i nie pomaga / mi już nawet woda o zapachu siarki którą pijam po przejedzeniu / dla ugaszenia ognia który mnie spala / czasem myślę że pasę się / nie po to aby się do nich upodobnić / ale ze strachu przed nimi / byle zatkać gębę czymkolwiek byle nie mówić / nie odzywać się do nich / a to żarcie stało się kolejną mą ucieczką / być może tak jest / choć i bez tego wchłaniania / pewnie przestałbym gadać / czyż słowa nie obracały się zawsze przeciwko mnie / odbijały się godząc w to ciało / czy zazwyczaj nie jest / tak że im moja mowa miększa tym boleśniejsze odłamki uderzają w to miękkie podbrzusze / odkryłem tytusie pewną prawidłowość / tę mianowicie / że ostrzejsze słowa wbijają się w adwersarzy a te małej wagi / odbijają nabierając większej siły / jakbyśmy byli z jakiejś gumy albo innego elastycznego tworzywa / może tak i jest przecież żywimy się i oddychamy syntetykami / zamieniając w silikonowe kukły / w ludzi z plastiku / zresztą mniejsza z tym / tak więc oto tytusie w takim stanie w jakim jestem / on nadchodzi / wysiłki pozostania / sobą czy raczej tym który ciągle ucieka / spełzły / zupełnie / i nie buntuję się już nawet / nie napinają się już me nerwowe włókna / nogi stały się bezwładne / a moje spojrzenie zrobiło się mętne i ciężkie jak nieklarowane piwo / cóż / będę musiał ulec / mój przeciwnik / bo to właśnie on / wynurza się jak dżin z bukłaka / mojej głowy / zaczyna mnie kusić ale nie tak jak kusi obcy / on mnie kusi tak jak ja bym kusił kogoś / przekonuje tak / jak ja bym przekonywał sam siebie / będąc w tym stanie / powoli tracę orientację / jak rozdzielić tytusie moje myśli od jego słów / skąd wiedzieć że to co myślę w tej chwili to ja a nie on / i skąd wiadomo że to jestem właśnie ja / gdzie ja się zaczyna a gdzie kończy / może to kartezjańskie twierdzenie / powinno brzmieć nie cogito ergo sum a cogito ergo est / tylko kim jest ten który myśli / we mnie / a może tych postaci jest więcej czasem tak właśnie mi się wydaje / może tam w środku / wcale mnie nie ma tylko jakieś osoby prowadzą nieprzerwany dialog / spierają się ze sobą / a ja jestem tylko słuchaczem / uchem ciała / tego ciała które moje jest / czy ty też masz czasem takie odczucie tytusie / że kiedy otwierasz swoją wyobraźnię ta zaczyna tworzyć dziwne / konstrukcje tak jakby ktoś przesyłał ci obrazy rzeczy których nigdy nie widziałeś / i nawet gdy mówię to mam wrażenie że ktoś inny mówi przeze mnie / i słucham sam siebie i zastanawiam się kim jest ten mówiący i co znaczy to co mówi / nie mam pojęcia / ani po co mówi / ani tym bardziej / dlaczego postępuje tak / a nie inaczej / i kto mi właśnie teraz mówi / abym nie uciekał / wmawia że nie mam już sił na ucieczkę / że nie ma ona żadnego sensu / i że w sumie / to nie mam innego wyjścia / jak tylko zostać / kto mi to mówi / że to ja sam chcę / pozostać / hipnotyzuje mnie / namawia / abym stoczył z nim walkę / mimo że nie mam żadnych szans / na zwycięstwo / i jest to tym bardziej przerażające że / jeśli go posłucham / to będę musiał ją stoczyć / tę walkę o której / wiem tylko tyle że / będzie moją klęską / niezależnie kto przegra / moją klęską będzie bowiem już sama walka / ale czy ja to wiem / czy ktoś mi to wmawia / powiedz komu może zależeć na tym abym pozostał i przegrał / czy mnie samemu mogłoby zależeć na / samounicestwieniu / pytam się więc ciebie tytusie / słowami które sam nie wiem czy ode mnie czy od kogoś innego pochodzą / jeśli kto nie chce ani stawić czoła ani uciekać jakąż takiemu znaleźć radę

KaNo
|
Tekst Jan Kochano...
najlepiej do pią...
Spróbuję coś n...
jaka znowu chłos...
Bardzo dziękuję...
Dziękując za t...
Bardzo dziękuję...
Wszystkie osoby, ...
wielkie dzięki, ...
wie Pani, ja jako...